niedziela, 21 lipca 2013

Rozdział VIII

Podbiegam do Mika. Jego klatka piersiowa się unosi, ale jest nieprzytomny. Ally i Hennry podbiegaja do mnie. Patrzę na silnego chłopaka, chyba z 9 dystryktu, dziewczynę z 5 i chłopca z 3. Ma przestraszoną twarz, jest cały we krwi. To on! To on zabił Joego i Mika! O nie! On zabił Mika, ja zabiję jego! W tym samym momencie dziewczyna z 5 rzuca się na mnie. Czuję ból na lewym ramieniu. Na szczęśie jestem praworęczna, momentalmnie zdaje jej cios nożem w brzuch. Dziewczyna pada. Hennry i Ally rzucają się na chłopaka z 9. Zostawiają mi zabójce mojego kochanka. Podchodzę do niego.
- Czemu mi go odebrałeś?! Czemu?! - krzyczę, chłopak nie odpowiada. - Co? Teraz to już nie jesteś taki dzielny, nic nie umiesz wymówić! Zabrałeś mi go, a ja go kochałam. Zabiłeś go i to był błąd - wypowiadając te słowa wbijam chłopcowi nóż. Pada na ziemie i szepcze:
- Przepraszam, oni mi kazali. Ale on żyj....- tu urywa, słyszę huk.
Powoli przetwarzam jego słowa, on żyje. Podbiegam do Mika. Oddycha, co dziwne, na jego ciele nie ma żadnej rany. Nagle zauważam małą różową strzałkę na jego nadgarstku. Wyjmuję ją. Zaraz, to nie jestes strzałka zabijająca, tylko usypiająca. Przykładam ucho do serca Mika. Nadal bije. 
- On żyje! Pomóżcie mi, musimy go zanieść do rogu, tam będzie bezpieczny - mówię.
Widzę jak podchodzi do nas Beth.
- Idźmy już, zimno tu - narzeka Beth
Hennry pomaga mi przetransportować Mika do rogu. Wchodzimy do rogu. 
- Jestem głodna, macie jedzenie? - pyta nieprzyjemnym tonem Beth.
- Tylko o tym myślisz, o ty żeby coś zjeść. Przed chwilą straciliśmy Joego, to samo mogło spotkać Mika, a ty nie zrobiłaś nic, żeby nam pomóc! My broniliśmy się, walczyliśmy, a ty poprostu uciekłaś do lasu! Nie zrobiłaś nic, żeby nam pomóc, więc mogłabyć przynajmniej przeprosić! - mówię oskarżycielskim tonem.
- To nie moja wina, że zaczęli nas gomnić! Poza tym, ja ci się nie muszę tłumaczyć! - krzyczy Beth
Już chcę coś powiedzieć, kiedy Ally zabiera głos.
- Przestańcie się kłócić, chyba zapominacie, że znajdujemy się na arenie, a wasze krzyki mogą tu przywołać innych trybutów lub jakieś zwierzęta. Zjedzmy coś, a potem idźmy spać do namiotu.
- Uważam, że najlepiej będzie, jak Beth będzie spała z nami, a ty Lena będziesz z Mikiem - proponuje Hennry.
Wszyscy zgadzamy się na tą propozycję.
Kiedy kończymy posiłek, słyszymy hymn. Patrzymy przez otwór w rogu na niebo. 
Najpierw pojawia się twarz Joego, potem dziewczyna i chłopak z 3, dziewczyna z 5, chłopak z 6, dziewczyna i chłopak z 8, chłopak z 9, dziewczyna i chłopak z 12. 
To wszyscy, zmarło 10 trybutów. Rozkładamy namioty. Przed pójściem spać owijam sobie jeszcze rękę bandarzem. Wciągam do namiotu nadal nieprzytomnego Mika. Nie chcę zasypiać, dopóki on się nie obudzi. Na straży stoi Beth, a ja jej nie ufam... Po kilku godzinach Mika się budzi.
- Oh, co się stało?
- Mika, jak dobrze, że się obudziłeś!
Przytulam się do niego.
- Co ci w rękę?
- A, to. Dziewczyna z 5 rzuciła się na mnie. Już prawie nie boli. 
- Co się stało, długo spałem?
Opowiadam wszystko Mikowi.
- Idźmy już spać, musimy być rano wypoczęci - mówi Mike.
Budzę się rano. Wychodzę z namiotu, wszyscy śpią, nawet Beth, która miała stać na straży, wiedziałam, że nie wolno jej ufać. Wychodzę z rogu. Powietrze jest zimne, ale przyjemne. Nie mamy już nic do jedzenia, ale myśl o pójściu do lasu samą, nie zadowala mnie. Poczkekam, aż ktoś się jeszcze obudzi. Wracam do namiotu. Po chwili ktoś wsuwa głowę do naszego namiotu. To Ally.
- Hej! Powinnyśmy już pobudzić innych - mówi wesele Ally. Ma dobry humor, co jest dziwne, bo przecież jesteśmy na arenie. Oby nam to się udzieliło. 
- Okej, masz rację.
Ally wychodzi z namiotu. Chwilę później słyszę zrzędliwy głos Beth. Ally obudziła ją pierwszą.
- Nie powinnaś spać, jeśli byłaś zmęczona powinnaś się zamienić z którymś z nas!- mówi złym tonem Ally. 
Chyba jej dobry humor odszedł w nie pamięć, nie dziwię się, Beth potrafi popsuć wszystko.
- Wy na straży?! Nie umielibyście obronić nikogo! - syczy Beth.
- Nie zapominaj, że to my wczoraj zabiliśmy trzech trybutów, kiedy ty chowałaś się w lesie! - krzyczy Ally.
- Co się dzieje? Kto tak krzyczy? - mówi zaspanym głosem Mike.
- Ah, to. To Ally i Beth.
- O co się tak kłócą?
- Bo Beth zasnęła na straży...
Wychodzę wraz z Mikiem z namiotu. Beth ma skwaszoną minę, na mój widok robi się jeszcze bardziej wściekła. Widzę jak Ally patrzy na Beth, gdyby miała przy sobie nóż, pewnie by z największą chęcią zabiła Beth. Hennry wychodzi z namiotu.
- Możecie nie krzyczeć. Gdzieś niedaleko pewnie czają się inni trybuci! Musimy podzielić się obowiązkami, kto pójdzie poszukać jedzenia, a kto pójdzie zapolować na trybutów?
- Ja moge iść poszukać jedzenia - zgłasza się Mike.
- Pójdę  z nim, ktoś musi osłaniać - proponuję.
- Ja idę zapolować - mówi znudzonym tonem Beth.
- Ja i Ally też pójdziemy - oznajmia Hennry.
Wychodzimy z rogu uzbrojeni po pasy. Idę z Mikiem do lasu, Beth, Ally i Hennry ustalają gdzie sie spotkają. 
W lesie jest przyjemnie, ptaki ćwierkają, drzewa szumią. 
- No to co, czego szukamy, ptaków czy jakichś ssaków? - pyta Mike.
- Pierwszego dnia igrzysk goniłam tą drogą dziewczynę, po drodze widziałam jeziorko, na pewno są tam ryby. To niedaleko stąd - oznajmiam.
Mike zgadza się z rozkoszą. Wędrujemy lasem w poszukiwaniu jeziora. Dochodzimy do niego. 
- Ja połowię ryby, ty zajmij się wodą - proponuje Mike
Zgadzam się. Napełniam po kolei wszystkie bukłaki i oczyszczam wodę. Wsadzam je do plecaka.
- No i? Jak ci idzie? - pytam się Mika
- Jest okej, już kończę.
-Przygotuję ogień, abyśmy mogli je upichcić.
Układam stos z patyków, podpalam.
- To już wszysktie. Upieczmy je - mówi Mike.
Pichcimy po kolei ryby, razem jest ich 5. Szczerze, to zmagam się z pokusą, aby  nie wrzucić spowrotem do wody ryby, która była by Beth. Powstrzymuję się, bo gdybym tak zrobiła, mogł by to być koniec sojuszu między mną i Beth. Gotowe ryby zwijamy w liście i wkładmay do plecaka Mika. 
- Może...
Huk! Słowa Mika przerywa strzał z armaty. Ktoś nie żyje, oby Beth...
- Co mówiłeś?
- Zastanawiałem się kiedy odłączymy się od sojuszu...
- Na razie nie powinniśmy. Kiedy odejdziemy, to będziemy pierwszym celem Beth.
- Tak, wiem.
Dochodzimy do rogu, naszych sojuszników jeszcze nie ma. Nagle słyszymy następny strzał z armaty. 
Chwilę później widzimy biegnącego Hennrego. Spodziewam się zobaczyć zaraz Ally i Beth, ale żadna z nich się nie pojawia.
- Hennry, a gdzie dziewczyny? - pyta Mike.
- Beth, Ally, trybut z 11... - mamrocze Hennry.
- Co się stało?...
- Byliśmy w lesie, nagle trybut z 11 wyłonił się zza drzew. Nie miał z Ally szans. On rzucił się na nią, ale Ally miała w ręku topór. Wbiła mu go w plecy. Beth wtedy wrzasnęła. Krzyczała, że Ally jest głupia i że nie miała go zabijać, bo oni byli w sojuszu, a z nami Beth była tylko dla ochrony. Ally zaczęła na nią krzyczeć, zobaczyłem, że Beth ma w ręku nóż i nie zawaha się go użyć. Już miałem ją zabić, ale ona była szybsza. Załatwiła Ally w kilka sekund. Celowała we mnie nożem, ale, ale nie trafiła. Rzuciła w drzewo obok mnie. Goniła mnie, ale byłem szybszy. 
Słowa Hennrego powoli docierają do mnie. 
Ally.... nie żyje. Jedna z dwóch osób na arenie, którym ufałam! Beth ją zabiła..

1 komentarz: