Plaża, morze. Kocham to miejsce, tam zawsze byłam szczęśliwa. Kiedy tata umarł, to ja i Jack zostaliśmy żywicielami. Wybieraliśmy sie na taką jedna małą plażę. Wszelkie łowienie ryb na własną korzyść było zakazane i karane śmiercią. Ojciec zanim zmarł zdąrzył nam pokazać sekretne miejsce, o którym wiedzieli nieliczni. Aby się tam dostać trzebabyło przejść przez lasek. Gdy się z niego wychodziło znajdowałeś się na plaży. Potem należało popłynąć w prawo. Po ok. 15 minutach dopływało się do małej wysepki. Kręciło się tam dużo ryb i było płytko, więc miejsce to było wymarzone.
Pewnego dnia udałam sie tam sama, bez Jack'a. Położyłam się na piasku i myślała. W pewnym momencie usłyszałam szyjeś kroki. Od razu zerwałam się z miejsca. To na pewno strażnik pokoju - myślę - przyszedł by mnie ukarać.
- Nie powinnaś tu przebywać, mogą cię za to zabić - oznajmił nieznajomy głos.
To nie był strażnik, bo głos brzmiał nastoletnio, ale nie dorosło. Należał do chłopca.
Odwracam się w jego kierunku, był wysoki, miał krótkie blond włosy, a w ręku trzymał noże.
- Tak samo i ciebie - mówię do chłopaka.
- Nazywam się Mike, mam 13 lat i wiem, jak się ukryć, a ty leżąc tutaj, zwracasz na siebie uwagę. A tak w ogóle jak się nazywasz? - pyta mnie Mike.
- Lena - burczę
- Ile masz lat, 12, może tyle ile ja... - rozmyśla na głos chłopak.
- 11 - mówię
- Co tutaj tak w ogóle robisz? Opalsz się? - pyta ze śmiechem
- Nie. Łowię - znowu burczę
- Taa, i co złowiłaś już coś?
Wtedy wyciągam z worka 2 ryby. Chłopak unosi brwi z uznaniem.
- Czym je złowiłaś? - pyta.
- Trójzębem mojego taty. Kiedyś należał do niego - mówię.
Od tamtej chwili codzinnie spotykamy się na tajemniczej plaży. Kiedy nadchodzi czas moich pierwszych dożynek, Mike mnie wspiera. Jest wtedy bardzo wysoki, być może wyższy od tych co mają 18 lat, a ma 14. Kiedy mam 13 lat, a on 15 miedzy nami zaczyna dziać się cos więcej, jest to jakieś wyjątkowe uczucie. Pewnego dnia pływamy razem w morzu, wygłupiamy się i w pewnej chwili nasze wargi stykają się. Czuje się wspaniale. Nigdy nie całowałam chłopaka, ale to co się wtedy czuje jest niesamowite i niezapomniane. Jesteśmy coraz bliżej siebie, wspieramy się przed dożynkami, spędzamy wiele czasu.
Budzę się rano wyspana i zadowolona. Byłam wtedy taka szczęśliwa, a teraz być może oboje umrzemy...
- Spałaś jak szczęśliwe dziecko. - mówi Mike
- Tak, byłam szczęśliwa. - mówię.
- Co ci się śniło? - pyta.
- Plaża, nasz czwarty dystrykt. To jak cie poznałam. Pamiętam jaki miły dla mnie wtedy byłeś - mówię sarkastycznie.
- No wiesz, położyłaś się na widoku - usprawiedliwia się Mike.
- A tak w ogóle, czemu chciałeś spędzać ze mną czas. Byłam 2 lata młodsza - mówię do Mika.
- Wiesz, mieliśmy takie same zajęcia. Łowiliśmy dla rodzin. Poza tym twój brat był moim kumplem, więc musiałm cie widywać - śmieje się Mike.
- Pewnie w ogóle mnie nie lubiłeś - myślę głośno.
- W ogóle cie wtedy nie znałem. Ale z czasem naprawdę cie polubiłem.
Zastanwaim się jak dzięki Mikowi moje życie sie zmieniło. On sprawiał, że czułam się szczęśliwa i zapominałam o tym, w jakich czasach żyjemy.
Wstaję i wędruje do swojego pokoju. Biorę szybki prysznic i ubieram się w strój, któy leży na moim łóżku. Jest to granatowy kostium spycjalnie przygotowany na treningi. Wychodzę z pokoju i kieruję się do jadlani. Tam czeka już na mnie Jack, Amelia i Mike.
Nakładam sobie na talerz grzanki z serem i piję sok. Gdy wszyscy kończymy posiłek Jack zabiera głos.
- Dziś pierwszy trening. Wykorzystajcie czas na ćwiczenia z bronią. Zainteresujcie sobą trybutów z jedynki i dwójki, jeśli dobrze pójdzie to do obiadu powinniście być w sojuszu - oznajmia nam Jack.
Cwilę później podchodzi do nas Amelia z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Czas ruszać do ośrodka treningowego.
Wsiadamy do windy i jedziemy pod ziemię. W sali jest już większość trybutów. Czuję, jak ktoś przykleja mi coś do pleców. Po chwili zauważma, że jest to kartka z numerem mojego dystryktu. Podchodzę z Mikiem do grupki trybutów. Bardzo młoda kobieta o imieniu Atala zaczyna objaśniac nam zasady.
- Możecie kożystać ze wszystkich tutaj rzeczy. Nie wdajecie się w bujki z innymi trynutami. Ćwiczycie z naszymi asystentami. Radzę wam poduczyć sie wszystkich tutaj rzeczy, nawet rozpalania ogniska - Atala kończy i pozwala nam się przemieszczać po sali.
- Od czego zaczniemy? - pyta mnie Mike.
- Może pójdziemy do stanowiska z trózębami? - sugeruję.
Mike się zgadza. Podchodzimy do stanowiska, ale trener od razu widzi, że ta broń nie jest nam obca. Po chwili odchodzi i pozwala nam swobodnie używać trójzębu. Nie mamy z tym najmniejszego problemu. W końcu od kilku lat używamy tego typu broni. Kontem oka zauważam jak trybutka z dwójki nam się przygląda.
Niech zobaczy co umiemy - myślę.
Po kilku chwilach udajemy sie dostanowiska z łukami i uczymy się jak celnie z nich strzelać. Na początku nie idzie mi wspaniale, ale później opanowuję to do prawie perfekcji. Do przerwy na obiad mamy już w większości wszystko opanowane. Jest to na pewno zasługa tego, że od 12 roku życia trenowani byliśmy w domu.
- Czas na obiad. Zapraszam wszystkich trybutów do jadalni - oznajmia Atala z głośników.
Wszyscy trybuci jedzą w jednym pomieszczeniu. Podchodzę do okienka i biorę swoją porcje jedzenia. Mamy naleśniki z konfiturami.
- Ej! Mike, Lena, chodźcie, usiądźcie z nami - słyszę głos zawodowca z jedynki.
Idziemy w stronę ich stołu. Chyba nam się udało. Jesteśmy chyba w sojuszu!
- Nazywam się Hennry - przedstawia się chłopak z jedynki - to jest trybutka z mojego dystryktu - Ally. A to Joe i Beth z dwójki - mówi nam Hennry.
- Ja jestem Mike, a to jest Lena - mówi za mnie Mike.
- Tak, chodzi o to, czy nie chcielibyście być z nami w sojuszu? - proponuje Joe.
- Jasne, czemu nie - mówię.
- Pewnie - dodaje Mike.
Jemy razem obiad, a przez reszte dnia spędzam czas na przemian z Ally, czasem z Beth. Pezy stoisku z nożami jestem z Hennry'm.
- Spółczuję ci - mówi.
- Nierozumiem.
- No wiesz, ty i Mike sie kochacie, a bierzecie udział w igrzysakch razem - mówi. - Kiedy rzucałem razem z nim oszczepem to mówił, że będzie cie chronił i takie tam - oznajmia Hennry.
- Wiem to
Odkładam noże do miski i odchodzę. Nie mam ochpty rozmawiać z nim o tym co się dzieje między mną a Mikiem. Po co on mu się zwierzał?
Jack jest z nas dumny, bo teraz jesteśmy zawodowcami. Drugiego dnia uczymy się rozpalać ognisko i różne inne rzeczy potrzebne do przetrwania.
Ostatniego dnia ćwiczeń po obiedzie wzywani jesteśmy na indywidualne pokazy. Każdy ma po 15 minut. Najpierw idzie chłopak z dystryktu, a potem dziewczyna. Denerwuje się trochę, ale muszę mysleć pozytywnie, tyle, że jak ostatnio tak pozytywnie myślałam, to chwilę później zostałam wylosowana na igrzyska.
- Mike Crawfoard - oznajmia głos dochodzący z głosników.
- Powodzenia, będzie dobrze - mówię
- Tobie też powodzenia.
Po około 15 minutach zostaje wezwana na salę.
- Lena Scotch - przedstawiam się.
Podchodzę do trójzębów. Rzucam dwoma, ląduja idelanie na środku serca kukły. Zawiązuje kilka węzłów. Rzucam nożami, każdy trafia w cel. Na sam koniec biorę do ręki topór. Ponieważ już każda kukła jest przez mnie nadziana, celuję w dzirę w ścianie. Trafima idealnie.
- Dziękujemy panno Scotch.
Daję symboliczny ukłon i wychodzę.
Kiedy jestem już na naszym pietrze w korytarzu nie ma nikogo, kto chciał by wiedzieć jak mi poszło, więc postanawiam udać się do pokoju. Kąpię się i przebieram w zwiewną niebieską sukienkę. Jestem tak zmęczona, że po chwili zasypiam.
Budzi mnie głośne pukanie do drzwi.
- Och zlituj się Lena, otwieraj. Kolacja, pośpiesz się! - krzyczy Jack.
Wstaję z łóżka i wędruję do jadlani.
- O! Nareszcie - mówi ponuro Jack.
- Przepraszam, byłam strasznie śpiąca.
Nie mam w ogóle apetytu. Jem bułkę z masłem i popijam herbatą. Kiedy reszta kończy posiłek, siadamy przed telewizorem i czekamy na program.
Później na ekranie pojawia się godło.
Hennry dostaje 10 punktów, a Ally 7, Joe i Beth zdobywają po 8 punktów. Po trybutce z trójki na ekranie pojawia się zdjęcia Mika. Dostaje on...10! To fantastyczny wynik. Ja chyba za bardzo nie powaliłam organizatorów swoim występem. Oby to był wsoki wynik.
Mój wynik to...
poniedziałek, 27 maja 2013
niedziela, 26 maja 2013
Rozdział IV
Ludzie wykrzykują nasze imiona, pokazują nas. Są zachwyceni naszym wyglądem i zachowaniem. Kiedy znaleźliśmy się na placu, przestaliśmy się całować, po prostu się objeliśmy. Ludzie przesyłają nam całusy, machają i rzucają różę. Kochają nas. Zwróciliśmy na siebie dużo uwagi poprzez nasz czyn. Widzę swoją twarz na ekranie. Wyglądam olśniewająco. Nie pokazujemy się na ekranie zbyt często, ale w zasadzie publiczność patrzy tylko na nasz rydwan.
Kiedy się zatrzymujemy, prezydent Snow zaczyna wygłaszać swoją mowę. W ogóle go nie słucham, wolę się przyjrzeć pozostałym trybutom. Dzieciaki z dziesiątki przebrane są za świnie, ci z piątki za latarki, świecą się, ale nikt za bardzo nie zwracał na nich uwagi. Jak zwykle trybuci z jedynki wygladają olśniewająco, dzieciaki z dwójki groźnie. Niektórzy mają przestraszone twarze, a inni nie mogą się już doczekać, aż znajdą się na arenie i będą mogli zabijać.
Rydwan rusza, robimy jeszcze jedno okrążenie w okół budynku i znikamy w stajni. Rason i stylistka Mika - Lora chwalą nas, że wypadliśmy świetnie.
- Kostiumy były dobre, ale to co zrobiliście przed wjazdem na plac, przebiło wszystko. Byliście w centrum uwagi, choć osobiście uważam, że za mało czasu pokazywani byliście na ekranie - mówi Lora.
- Świetnie wam poszło, a teraz powinniśmy udać się na nasze piętro - oznajmia Jack.
Wsiadamy do windy, jest w niej 12 przycisków. Nam przypada piętro 4, ponieważ pochodzimy z czwartego dystryktu. Bardzo chciałabym być na 12 piętrze, bo widoki stamtąd na pewno są niezapomniane. Wysiadamy z windy.
- To piętro jest całe do naszej dyspozycji, aż do rozpoczęcia igrzysk - informuje nas Amelia.
Podchodzi do nas awoksa, czyli osoba z uciętym językiem. Prowadzi nas do naszych pokoi.
Znajduję się w dużym pomieszczeniu. Piękne łóżko przykryte miękką kołdrą, łazienka o kremowych kafelkach, wielki prysznic i wiele wolnego miejsca.
Amelia mówiła, że za pół godziny mamy być gotowi na kolacje.
Najpierw zdjemuje kostium i kładę go na łóżku, później udaję się do łazienki i zmywam makijaż z twarzy. Mam jeszcze trochę czasu, więc postanawiam się umyć. W mięciutkim szlafroku udaję się do szafy i wybieram sobie granatową bluzkę i luźne spodnie. Włosy związuje w koka. Chwilę później słyszę wołanie Amelii. Na korytarzu spotykam się z Mikiem. Za ręcę idziemy do jadalni.
Na talerz nakładam sobie rybę i pieczone ziemniaczki, wszystko popijam herbatą.
- Jutro zaczynają się treningi. Radzę wam zaprzyjaźnić się z trybutami z jedynki i dwójki. Pokażcie co umiecie, a sami do was podejdą. Przez 2 nastepne dni cały czas będziecie spędzać na treningach, 3 dnia odbędą się indywidualne pokazy - oznajmia Jack.
- A jeśli zawodowcy do nas nie podejdą? - pyta się Mike.
- Wtedy albo sami do nich podejdziecie, albo będziecie musieli poradzić sobie bez nich na arenie.
Chęć przyłączenia się do zawodowców nie bardzo mi leży, ale wtedy moje i Mika szanse wzrosną. Oczywiście nadejdzie taki czas, kiedy będziemy musieli zerwać sojusz, nie będzie nam wtedy łatwo. Przyjdzie też czas, kiedy ja i Mike będziemy musieli się rozstać na arenie i najprawdopodobniej po tym zdarzeniu już nigdy się nie zobazcymy. Nie! Odganiam od siebie tą myśl, na razie muszę się skupić na treningach, nie wiadomo nawet czy przeżyję pierwszy dzień.
-... i będzie dobrze - kończy Jack
Ech, znowu nie słuchałam, pewnie mówił coś o treningach, muszę nauczyć się słuchać.
- Obejrzyjmy paradę trybutów - proponuje Rason
Potakujemy głową i siadamy przed telewizorem. Przytulam się do Mika i zaczynam oglądać.
Wjeżdża rydwan trybutów z jedynki. Komendatorzy mówią jak są olśniewający, na widok dziewczyny i chłopaka z dwójki, oznajmiają, że wyglądają groźnie i niczego się nie boją. Kiedy na plac wjeżdżamy my i Mike, całujący się, publiczność szaleje. Claudius Templesmith - główny komendator jest oczarowany, zachwyca się widokiem dwóch młodych, zakochanych w sobie ludzi. Wyglądamy wspaniale. Widzę na ekranie, jak wiatr rozwiewa moje i Mika włosy. On jest blondynem i wygląda czarującą. Jest wyższy ode mnie i znacznie silniejszy, w końcu jest starszy o 2 lata. Reszta trybutów wygląda normalnie lub śmiesznie, na przykład trybuci przebrani za świnie.
- Okej, jutro czeka was ciężki dzień, wyśpijcie się i na 11 bądźcie gotowi.
Idę do siebie, aby się umyć i ubrać w piżamę, kiedy jestem gotowa, wymykam się z pokoju i idę do Mika. Jeszcze bierze prysznic, więc postanawiam popatrzeć przez okno. Kapitoliańczycy przechadzają się ulicami, na głowach mają kolorowe włosy lub wymyślne czapki. Czuję jak ktoś łapię mnie za ramiona. To Mike. Kładziemy się do łóżka i wtuleni w siebie próbujemy zasnąć. Ale ja nie chcę zasypiać, bo i tak przyśnią mi się koszmary, a wtedy będę się czuła gorzej niż po nie przespanej nocy.
- Powinnaś się zdrzemnąć - szepcze Mike.
Myślałam, że śpi, pewnie nie zamierza zmrużyć oka puki nie zasnę.
Patrzę na jego brązowe oczy i zastanawiam się ile zostało mi jeszcze dni życia. Tydzień, może mniej. Zaczynam się trząść.
- Hej, spokojnie, będzie dobrze, nie myśl teraz o arenie, ani o niczym innym, pomyśl o miejscu, które jest dla ciebie szczęśliwe - radzi mi Mike.
Wtulam się w niego jeszcze mocniej, czuję się bezpiecznie.
Rada Mika pomaga, bo tej nocy nie śnią mi się trybuci cali we krwi, albo umierający ojciec. Tej nocy śnię o miejscu, w którym zawsze byłam szczęśliwa. O miejscu, w którym poznałam Mika.
Kiedy się zatrzymujemy, prezydent Snow zaczyna wygłaszać swoją mowę. W ogóle go nie słucham, wolę się przyjrzeć pozostałym trybutom. Dzieciaki z dziesiątki przebrane są za świnie, ci z piątki za latarki, świecą się, ale nikt za bardzo nie zwracał na nich uwagi. Jak zwykle trybuci z jedynki wygladają olśniewająco, dzieciaki z dwójki groźnie. Niektórzy mają przestraszone twarze, a inni nie mogą się już doczekać, aż znajdą się na arenie i będą mogli zabijać.
Rydwan rusza, robimy jeszcze jedno okrążenie w okół budynku i znikamy w stajni. Rason i stylistka Mika - Lora chwalą nas, że wypadliśmy świetnie.
- Kostiumy były dobre, ale to co zrobiliście przed wjazdem na plac, przebiło wszystko. Byliście w centrum uwagi, choć osobiście uważam, że za mało czasu pokazywani byliście na ekranie - mówi Lora.
- Świetnie wam poszło, a teraz powinniśmy udać się na nasze piętro - oznajmia Jack.
Wsiadamy do windy, jest w niej 12 przycisków. Nam przypada piętro 4, ponieważ pochodzimy z czwartego dystryktu. Bardzo chciałabym być na 12 piętrze, bo widoki stamtąd na pewno są niezapomniane. Wysiadamy z windy.
- To piętro jest całe do naszej dyspozycji, aż do rozpoczęcia igrzysk - informuje nas Amelia.
Podchodzi do nas awoksa, czyli osoba z uciętym językiem. Prowadzi nas do naszych pokoi.
Znajduję się w dużym pomieszczeniu. Piękne łóżko przykryte miękką kołdrą, łazienka o kremowych kafelkach, wielki prysznic i wiele wolnego miejsca.
Amelia mówiła, że za pół godziny mamy być gotowi na kolacje.
Najpierw zdjemuje kostium i kładę go na łóżku, później udaję się do łazienki i zmywam makijaż z twarzy. Mam jeszcze trochę czasu, więc postanawiam się umyć. W mięciutkim szlafroku udaję się do szafy i wybieram sobie granatową bluzkę i luźne spodnie. Włosy związuje w koka. Chwilę później słyszę wołanie Amelii. Na korytarzu spotykam się z Mikiem. Za ręcę idziemy do jadalni.
Na talerz nakładam sobie rybę i pieczone ziemniaczki, wszystko popijam herbatą.
- Jutro zaczynają się treningi. Radzę wam zaprzyjaźnić się z trybutami z jedynki i dwójki. Pokażcie co umiecie, a sami do was podejdą. Przez 2 nastepne dni cały czas będziecie spędzać na treningach, 3 dnia odbędą się indywidualne pokazy - oznajmia Jack.
- A jeśli zawodowcy do nas nie podejdą? - pyta się Mike.
- Wtedy albo sami do nich podejdziecie, albo będziecie musieli poradzić sobie bez nich na arenie.
Chęć przyłączenia się do zawodowców nie bardzo mi leży, ale wtedy moje i Mika szanse wzrosną. Oczywiście nadejdzie taki czas, kiedy będziemy musieli zerwać sojusz, nie będzie nam wtedy łatwo. Przyjdzie też czas, kiedy ja i Mike będziemy musieli się rozstać na arenie i najprawdopodobniej po tym zdarzeniu już nigdy się nie zobazcymy. Nie! Odganiam od siebie tą myśl, na razie muszę się skupić na treningach, nie wiadomo nawet czy przeżyję pierwszy dzień.
-... i będzie dobrze - kończy Jack
Ech, znowu nie słuchałam, pewnie mówił coś o treningach, muszę nauczyć się słuchać.
- Obejrzyjmy paradę trybutów - proponuje Rason
Potakujemy głową i siadamy przed telewizorem. Przytulam się do Mika i zaczynam oglądać.
Wjeżdża rydwan trybutów z jedynki. Komendatorzy mówią jak są olśniewający, na widok dziewczyny i chłopaka z dwójki, oznajmiają, że wyglądają groźnie i niczego się nie boją. Kiedy na plac wjeżdżamy my i Mike, całujący się, publiczność szaleje. Claudius Templesmith - główny komendator jest oczarowany, zachwyca się widokiem dwóch młodych, zakochanych w sobie ludzi. Wyglądamy wspaniale. Widzę na ekranie, jak wiatr rozwiewa moje i Mika włosy. On jest blondynem i wygląda czarującą. Jest wyższy ode mnie i znacznie silniejszy, w końcu jest starszy o 2 lata. Reszta trybutów wygląda normalnie lub śmiesznie, na przykład trybuci przebrani za świnie.
- Okej, jutro czeka was ciężki dzień, wyśpijcie się i na 11 bądźcie gotowi.
Idę do siebie, aby się umyć i ubrać w piżamę, kiedy jestem gotowa, wymykam się z pokoju i idę do Mika. Jeszcze bierze prysznic, więc postanawiam popatrzeć przez okno. Kapitoliańczycy przechadzają się ulicami, na głowach mają kolorowe włosy lub wymyślne czapki. Czuję jak ktoś łapię mnie za ramiona. To Mike. Kładziemy się do łóżka i wtuleni w siebie próbujemy zasnąć. Ale ja nie chcę zasypiać, bo i tak przyśnią mi się koszmary, a wtedy będę się czuła gorzej niż po nie przespanej nocy.
- Powinnaś się zdrzemnąć - szepcze Mike.
Myślałam, że śpi, pewnie nie zamierza zmrużyć oka puki nie zasnę.
Patrzę na jego brązowe oczy i zastanawiam się ile zostało mi jeszcze dni życia. Tydzień, może mniej. Zaczynam się trząść.
- Hej, spokojnie, będzie dobrze, nie myśl teraz o arenie, ani o niczym innym, pomyśl o miejscu, które jest dla ciebie szczęśliwe - radzi mi Mike.
Wtulam się w niego jeszcze mocniej, czuję się bezpiecznie.
Rada Mika pomaga, bo tej nocy nie śnią mi się trybuci cali we krwi, albo umierający ojciec. Tej nocy śnię o miejscu, w którym zawsze byłam szczęśliwa. O miejscu, w którym poznałam Mika.
piątek, 24 maja 2013
Rozdział III
Budzę się spocona i przestraszona. Powoli przypominam sobie, że jadę do Kapitolu i że śnił mi się koszmar.
-Coś złego śniło ci się przez całą noc - ozywa się Mike.
-Tak, wiem, przepraszam, pewnie nie zmrużyłeś oka przeze mnie
-Nie, jest okej, mi też śniły się koszmary, jak się wierciłaś, to chociaż budziłaś mnie ze snu.
Słyszymy jak Amelia puka do drzwi.
-Dzisiaj dojedziemy do Kapitolu. Ubierzcie się i chodźcie na śniadanie!-mówi wesele kobieta.
-Pójdę do siebie się przebrać-oznajmia Mike.
Wstaję, myję się. Prysznic jest bardzo dziwny. Ma ze 100 przycisków. Wciskam pierwszy lepszy. Czuję się, tak jakbym stała na letniej mrzawce, następnie piana oblewa moje ciało i włosy, pachnie truskawkami. Po umyciu się, staję na macie, która mnie suszy i rozplątuje włosy. Ubieram się w liliową koszulkę na ramiączka i obcisłe spodnie, zakładam buty ze sznuruwkami i wychdzę z pokoju. Wracam się, by wziąść perłę od Ashley, która położyłam wczoraj na stoliku. Chowam ją do kieszeni spodni. Wchodzę do jadalni. Na talerz nakładam sobie jajko, bułkę, a na deser zjadam budyń.
Kiedy kończymy jeść, Jack zaczyna rozmowę.
-Dobrze, Mike, co potrawisz?-pyta Jack.
-Umiem posługiwać się trójzębem, dobrze idzie mi w walce wręcz, jako tako rzucam oszczepem.
-Dobrze, całkiem nieźle. Na treningach skup sie na zastawianiu sideł, rozpalaniu ogniska i rozpoznawaniu roslin. Rozwiń też umiejętniości rzucaniem nożami i podszkol się w tym, co już umiesz. A ty, Lena?-pyta Jack.
-Rzucam nożami, posługuję się toporem i posługiwać się trójzębem.
-Okej, na treningach ćwicz to co Mike. Musicie się przypodobać zawodowcą, wtedy wasze szanse wzrosną.
Zaraz potem za oknem widzę Kapitol.Jest ogromny i kolorowy. Wysokie budynki i jakieś kolorowe stworzenia. Ach, no tak to Kapitoljańczycy. Wyglądają jak zmutowane zwierzęta. Mają wczepione w skórę kamienie, niektóży wyglądają jak koty. Wygladają śmiesznie. Chwilę później wjeżdżamy na peron. Ludzie, jeśli tak można ich nazwać, pokazują pociąg palcami, machają nam i przesyłają całusy. Teraz niby nas kochają, ale za 5 dni będą obstawiać, które z nas umrze pierwsze. Nienawidzę ich, a najbardziej nienawidzę prezydenta Snowa!
Prosto z pociągu idziemy do Salonu Odnowy. Tam przejdę całkowitą metamorfozę. Stylistka o imieniu Ursia obmywa mi ciało. Jej kolega-Toren, podaje jej różne płyny i te takie. Kobieta o imieniu-Doria zaczyna wyrywać mi z ciała wszystkie włosy. Szczypie mie straszliwie, ale powsztrzymuje się od wydawania jakichkolwiek dźwięków. Po kilku godzinach, kiedy nie mam już na sobie żadnych włosków i jestem nasmarowana kremami, Doria oznajmia, że czas, abym zobaczyła się z moim stylistą.
Po kilku minutach do pokoju wchodzi młody mężczyzna.
-Witaj, mam na imię Rason i będę twoim stylistą-mówi.
-Witaj-odpowiadam.
Rason zajmuje się naszym dystryktem od roku. Na poprzedniej paradzie trybutów, dzieciaki z czwórki ubrane były tylko w koronę i sieć rybacką. Ten strój niekoniecznie przypadł mi do gustu.
-Twój strój będzie wyjątkowy-mówi.
Obym nie była przykryta siecią-myślę.
Rason wyjmuje z pokrowca stanik, który jest w kolorze niebieskim i wygląda jak fale na morzu. Dół mojego stroju to spódnica, podobna do góry od kostiumu, tyle że ma ciemniejszy odcień.
-Na początku chciałem, abyś wystąpiła w ogonie zamiast tej spódnicy, ale pomyślałem, źe i tak dół będzie zakryty przez rydwan, a jeszcze być się przewróciła-oznajmia Rason- co o tym myślisz?-pyta.
-Jest piękne, będę wyglądać jak syrena-mówię z zachwytem.
Rason ubiera mnie w mój fantastyczny kostium. Moje proste jak druty włosy podkręca i zakłada na nie wianuszek z podwodnych kwiatów. Wyglądam pięknie. Robi mi lekki makijaż i oznajmia, że jestem gotwa.
Idę z Rasonem do stajni. Widzę Mika, ubranego w luźne brązowe spodni i niebieską koszulę. W ręku trzyma trójząb. Wygląda jak rybak.
-Pięknie wyglądasz-mówi.
-Dziękuje, ty też.
Wchodzimy na rydwan. Rusza powóz trybutów z jedynki.
Denerwuję się. Mike obejmuje mnie i całuje w usta.
Całe Panem to widzi, bo gdy kończy ten czuły gest jesteśmy już na placu.
-Coś złego śniło ci się przez całą noc - ozywa się Mike.
-Tak, wiem, przepraszam, pewnie nie zmrużyłeś oka przeze mnie
-Nie, jest okej, mi też śniły się koszmary, jak się wierciłaś, to chociaż budziłaś mnie ze snu.
Słyszymy jak Amelia puka do drzwi.
-Dzisiaj dojedziemy do Kapitolu. Ubierzcie się i chodźcie na śniadanie!-mówi wesele kobieta.
-Pójdę do siebie się przebrać-oznajmia Mike.
Wstaję, myję się. Prysznic jest bardzo dziwny. Ma ze 100 przycisków. Wciskam pierwszy lepszy. Czuję się, tak jakbym stała na letniej mrzawce, następnie piana oblewa moje ciało i włosy, pachnie truskawkami. Po umyciu się, staję na macie, która mnie suszy i rozplątuje włosy. Ubieram się w liliową koszulkę na ramiączka i obcisłe spodnie, zakładam buty ze sznuruwkami i wychdzę z pokoju. Wracam się, by wziąść perłę od Ashley, która położyłam wczoraj na stoliku. Chowam ją do kieszeni spodni. Wchodzę do jadalni. Na talerz nakładam sobie jajko, bułkę, a na deser zjadam budyń.
Kiedy kończymy jeść, Jack zaczyna rozmowę.
-Dobrze, Mike, co potrawisz?-pyta Jack.
-Umiem posługiwać się trójzębem, dobrze idzie mi w walce wręcz, jako tako rzucam oszczepem.
-Dobrze, całkiem nieźle. Na treningach skup sie na zastawianiu sideł, rozpalaniu ogniska i rozpoznawaniu roslin. Rozwiń też umiejętniości rzucaniem nożami i podszkol się w tym, co już umiesz. A ty, Lena?-pyta Jack.
-Rzucam nożami, posługuję się toporem i posługiwać się trójzębem.
-Okej, na treningach ćwicz to co Mike. Musicie się przypodobać zawodowcą, wtedy wasze szanse wzrosną.
Zaraz potem za oknem widzę Kapitol.Jest ogromny i kolorowy. Wysokie budynki i jakieś kolorowe stworzenia. Ach, no tak to Kapitoljańczycy. Wyglądają jak zmutowane zwierzęta. Mają wczepione w skórę kamienie, niektóży wyglądają jak koty. Wygladają śmiesznie. Chwilę później wjeżdżamy na peron. Ludzie, jeśli tak można ich nazwać, pokazują pociąg palcami, machają nam i przesyłają całusy. Teraz niby nas kochają, ale za 5 dni będą obstawiać, które z nas umrze pierwsze. Nienawidzę ich, a najbardziej nienawidzę prezydenta Snowa!
Prosto z pociągu idziemy do Salonu Odnowy. Tam przejdę całkowitą metamorfozę. Stylistka o imieniu Ursia obmywa mi ciało. Jej kolega-Toren, podaje jej różne płyny i te takie. Kobieta o imieniu-Doria zaczyna wyrywać mi z ciała wszystkie włosy. Szczypie mie straszliwie, ale powsztrzymuje się od wydawania jakichkolwiek dźwięków. Po kilku godzinach, kiedy nie mam już na sobie żadnych włosków i jestem nasmarowana kremami, Doria oznajmia, że czas, abym zobaczyła się z moim stylistą.
Po kilku minutach do pokoju wchodzi młody mężczyzna.
-Witaj, mam na imię Rason i będę twoim stylistą-mówi.
-Witaj-odpowiadam.
Rason zajmuje się naszym dystryktem od roku. Na poprzedniej paradzie trybutów, dzieciaki z czwórki ubrane były tylko w koronę i sieć rybacką. Ten strój niekoniecznie przypadł mi do gustu.
-Twój strój będzie wyjątkowy-mówi.
Obym nie była przykryta siecią-myślę.
Rason wyjmuje z pokrowca stanik, który jest w kolorze niebieskim i wygląda jak fale na morzu. Dół mojego stroju to spódnica, podobna do góry od kostiumu, tyle że ma ciemniejszy odcień.
-Na początku chciałem, abyś wystąpiła w ogonie zamiast tej spódnicy, ale pomyślałem, źe i tak dół będzie zakryty przez rydwan, a jeszcze być się przewróciła-oznajmia Rason- co o tym myślisz?-pyta.
-Jest piękne, będę wyglądać jak syrena-mówię z zachwytem.
Rason ubiera mnie w mój fantastyczny kostium. Moje proste jak druty włosy podkręca i zakłada na nie wianuszek z podwodnych kwiatów. Wyglądam pięknie. Robi mi lekki makijaż i oznajmia, że jestem gotwa.
Idę z Rasonem do stajni. Widzę Mika, ubranego w luźne brązowe spodni i niebieską koszulę. W ręku trzyma trójząb. Wygląda jak rybak.
-Pięknie wyglądasz-mówi.
-Dziękuje, ty też.
Wchodzimy na rydwan. Rusza powóz trybutów z jedynki.
Denerwuję się. Mike obejmuje mnie i całuje w usta.
Całe Panem to widzi, bo gdy kończy ten czuły gest jesteśmy już na placu.
środa, 22 maja 2013
Rozdział II
-Wesołych Głodowych Igrzysk i niech los zawsze wam sprzyja!-mówi burmistrz na koniec swojego przemówienia.
W ogóle go nie słuchałam i tak co roku mówi to samo, o tym dlaczego organizowane są igrzyska. Amelia łapie nas za ręce i wprowadza do Pałacu Sprawiedliwości. Tam strażnicy kierują mnie i Mika do oddzielnych pokoi. Drzwi zamykają się. Znajduję sie w luksusowym pomieszczeniu. Kanapa z aksamitu, piękne stoły. Pokój jest bardziej luksusowy niż nasz dom w Wiosce Zwycięsców. Rok temu byłam w identycznym pomieszczeniu, gdy żegnałam się z bratem. Siadam na łóżku, a chwilę później do pokoju wchodzi mama z Tomem.
-Macie 5 minut-mówi srogim głosem strażnik pokoju.
Tom przytula się do mnie.
-Nie martw się, będzie dobrze, żyjecie teraz w bogactwie na pewno nie zabraknie wam jedzenia-mówię do brata.
-Postaraj się, spróbuj wrócić do domu, tak jak Jack-mówi błagalnym tonem Tom.
-Obiecuję.
Wstaje i podchodzę do matki.
-Będzie dobrze, dbaj o Toma. Nie płacz, tylko nie płacz-widzę jak do oczy matki napływają łzy.
-Czas minął-oznajmia szorstkim głosem strażnik.
-Poradzisz sobie, wierzymy w ciebie. Kochamy cię-mówią razem mama i Tom.
-Ja też was kocham-mówię, ale raczej już tego nie słyszą, bo drzwi zamykają się z hukiem.
Chwilę później do pokoju wchodzi Ashley.
-Słuchaj, wiem, że jest ci ciężko, bo w końcu jedziesz na igrzyska z Mikiem, ale wiesz dobrze dlaczego on się zgłosił. Chce cie chronić i nie chciał, abyś walczyła na arenie z bratem-mówi Ashley
-Oh, w obec tego będę musiała walczyć z kimś z kim sie spotykam i szczerze kocham-mówię zatrzymując łzy.
Ashley wzycha. Wyjmuje z kieszeniu swojej sukienki małą perełkę.
-To dla ciebie, niech przypomina ci, że w ciebie wierzymy i chronimy na odległość-mówi Ashley.
-Dziekuje-przytulam ją.
Cwilę później wchodzi strażnik i mówi, że już pora. Ashley wychodzi.
Amelia wchodzi do pokoju i mówi, iż czas udać się do pociągu. Za nią stoi Mike. Wchodzimy do samochodu, jeszcze nigdy nie miałam okazji czymś takim jechać. Przed pociągiem roi się od kamer i mieszkańców. Chwilę jeszcze stoimy i czekamy, aż kamery nasycą się naszym widokiem. Później wsiadamy do pociągu. Jest jeszcze nowocześniejszy od pokoju w pałacu.
-Za 3 godziny będzie kolacja, tam-wskazuje lewą stronę-są wasze pokoje. Możecie ubrac się w co tylko chcecie, wszystko jest do waszej dyspozycji.
Idę z Mikiem w stronę naszych pokoi.
Idę z Mikiem w stronę naszych pokoi.
-Mike...Nie powinieneneś tego robić
-Wolałaś stoczyć walkę z własnym bratem?
-Nie! Ale wcale nie będzie mi łatwiej stoczyc jej z tobą!
-Już dawno sobie obiecałem, że jeśli cię wylosują do Igrzysk, to zgłoszę się na ochotnika. Nie ważne czy wybraliby twojego brata czy kogoś innego. Zgłosiłem się bo chcę cię chronić i zrobię wszystko byś wróciła do domu-mówi Mike.
Wchodzimy do mojego pokoju, jest duży. Siadamy na łóżku i w objęciach zasypiamy.
Budzi nas mój brat. Widzę go pierwszy raz od dożynek. Wiem już, że będzie traktował mnie jak trybutkę, a nie siostrę, mu też nie jest łatwo.
-Chodźcie, czas na kolację-mówi Jack.
Zaspani wędrujemy do jadalni. Stół jest cały zasłany różnymi posiłkami. Po powrocie z igrzysk, Jack opowiadał mi, że nieźle tam karmią, ale nie miałam pojęcia, że aż tak!
Nakładam sobie na talerz makaron z małymi kulkami mięska. Nigdy nie jadłam czegoś takiego. Do szklanki nalewam sobie soku, chyba z truskawek. Raz w życiu jadłam takie owoce. To było na święta. Są słodkie i smaczne. Sok smakuje troche inaczej, ale i tak jest wyśmienity.
-To co, wszyscy zjedli, może obejrzymy relację ze wszystkich dożynek?-proponuje Jack.
Idziemy za nim na kanapę.
Na ekranie pojawia się godło Kapitolu. Najpierw widzimy dożynki w pierwszym dystrykcie. Wylosowana zostaje dziewczyna, która nazywa się Ally. Ma rude, długie włosy, jest wysoka i silna. Chłopak z jej dystryktu ma na imię Hennry, zadowolony zmierza na scenę. Jest silny i wysoki. W drugim dystrykcie wylosowana zostaje dziewczyna o brązowych włosach, jest wysoka i umięśniona, chłopak w jej dystrykcie ma chyba ze 2 metry i blond włosy. Potem widzę jak mnie wylosowują. Jestem zagubiona i przestraszona, szybko jednak udało mi się zmienić w nic nie czułą dziewczynę. Potem losuja Tom'a, widzę swoją zaskoczoną minę na ekranie, chwile później Mike zgłasza się na ochotnika. Z innych dystryktów zapamiętuję jeszcze przestraszoną dziewczynkę z 6 dystryktu, silny chłopak z 8 dystryktu, w jego oczach widzę szaleńczą rządzę mordu. Reszta trybutów niespycjalnie przypada mi w pamięć. Jack i tak kazał nam zapamietać tych z 1 i 2.
-Ci z 1 i 2 są silni. Będziecie musieli im pokazać na co was stać, aby wzieli was do sojuszu. Teraz idźcie spać, jutro pogadamy o waszych umiejętnościach.
Śpimy u mnie w pokoju, jesteśmy wtuleni w siebie. Co jakiś czas zasypiam, ale po chwili budzę się z wrzaskiem. Mike długo mnie uspokaja.
Nad ranem udaje mi się zasnąć. Pamietam, że śni mi się trybutka z dwójki, chce mnie dorwać i zabić. W końcu jej się udaje, wbija mi oszczep w głowę.
-To co, wszyscy zjedli, może obejrzymy relację ze wszystkich dożynek?-proponuje Jack.
Idziemy za nim na kanapę.
Na ekranie pojawia się godło Kapitolu. Najpierw widzimy dożynki w pierwszym dystrykcie. Wylosowana zostaje dziewczyna, która nazywa się Ally. Ma rude, długie włosy, jest wysoka i silna. Chłopak z jej dystryktu ma na imię Hennry, zadowolony zmierza na scenę. Jest silny i wysoki. W drugim dystrykcie wylosowana zostaje dziewczyna o brązowych włosach, jest wysoka i umięśniona, chłopak w jej dystrykcie ma chyba ze 2 metry i blond włosy. Potem widzę jak mnie wylosowują. Jestem zagubiona i przestraszona, szybko jednak udało mi się zmienić w nic nie czułą dziewczynę. Potem losuja Tom'a, widzę swoją zaskoczoną minę na ekranie, chwile później Mike zgłasza się na ochotnika. Z innych dystryktów zapamiętuję jeszcze przestraszoną dziewczynkę z 6 dystryktu, silny chłopak z 8 dystryktu, w jego oczach widzę szaleńczą rządzę mordu. Reszta trybutów niespycjalnie przypada mi w pamięć. Jack i tak kazał nam zapamietać tych z 1 i 2.
-Ci z 1 i 2 są silni. Będziecie musieli im pokazać na co was stać, aby wzieli was do sojuszu. Teraz idźcie spać, jutro pogadamy o waszych umiejętnościach.
Śpimy u mnie w pokoju, jesteśmy wtuleni w siebie. Co jakiś czas zasypiam, ale po chwili budzę się z wrzaskiem. Mike długo mnie uspokaja.
Nad ranem udaje mi się zasnąć. Pamietam, że śni mi się trybutka z dwójki, chce mnie dorwać i zabić. W końcu jej się udaje, wbija mi oszczep w głowę.
niedziela, 19 maja 2013
Rozdział I
Budzi mnie śpiew ptaków za okenm. Niechętnie wstaję z łóżka. Biore szybki prysznic, ubieram się i idę na plażę. Mam ze sobą trójząb mojego ojca. Dziś odbędą sie dożynki, aby nie zadręczać sie tym, co zdarzy się za kilka godzin, postanawiam połowić trochę ryb. Po 2 godzinach mam ich aż 7. Zadowalona wracam do odmu. W drzwiach wita mnie zdenerwowana matka. No tak, zapomniałam jej powiedziec, że idę na plażę. Każe mi się umyć i przebrać na dożynki. Gdy jestem już po kąpieli, na łóżku w moim pokoju leży piekna sukienka sięgająca mi do kolan. Jest w odcieniu jasnego różu, a na dole ma śliczne falbanki. Zakładam ją. Moje czarne jak węgiel włosy, sięgające mi za piersi spinam w koński ogon. Kiedy wchodzę do kuchni, widzę ładnie ubranego Tom'a. Jest strasznie spanikowany.
-Nie martw się,w szystko będzie dobrze-pocieszam brata.
-Ale jeżeli mnie wylosują, ja prawie nic nie umiem.
W pierwszym, drugim i czwartym dystrykcie trybuci od 12 roku życia są przygotowyani do igrzysk. Jest to zabronione, ale Kapitol doskonale wie, że sie szkolimy, ale nic z tym nie robi. Mój brat ma dopiero 12 lat i nie zdąrzył nauczyć się jeszcze zbyt wilelu rzeczy. Chcę mu jeszcze powiedzieć, że na pewno będzie dobrze, ale wtedy słyszę gong, wzywający na plac.
Mama przytula nas, całuje w czoło i wychodzimy z domu. Na plac idziemy około 5 minut.
Podchodzę do strażniczki pokoju, która nakuwa mi palec.
-Następna-słyszę.
Podchodzę do grupki dziewczyn w moim wieku. Staję obok mojej jedynej przyjaciółki-Ashley. Ashley jest wysoka, ma brązowe krótkie włosy i piękne, duże, niebieskie oczy. Kiwamy sobie głową i łapiemy sie za ręcę.
Chwilę póżniej na scenę wchodzi burmistrz, Mags i Jack oraz opiekunka naszego dystryktu-Amelia.
-Witam wszystkich na 53 dożynkach. Czas, abyśmy wybrali dwójkę trybutów, którzy będą mieli zaszczyt reprezentować dystrykt 4 w tegorocznych igrzyskach. Zaczniemy od pań-oświadcza podekscytowanym głosem Amelia.
Zanurza rękę w szklanej kuli z nazwiskami dziewcząt. Po chwili trzyma w ręku jedną małą, białą karteczkę. Podchodzi do mikrofonu.
-Trybutką w 53 głodowych igrzyskach zostaje...Lena Scotch!
Czuję jak krew odpywa mi z głowy. Wylosowali mnie. Szybko jednak zmieniam moją twarz w kamienną maskę, nie mogą widzieć, że się boję. Ruszam na scenę. Wzrokiem odszukuję mamę, która wygląda jakby miała się zaraz rozpłakać. Szczerze mówiąc ja też jestem bliska płaczu.
Nawet nie zauwarzyłam jak Amelia oznajmia, że pora na chłopców. Podchodzi do mikrofonu i czyta:
-Tom Scotch!
Nie! To nie może byc prawda. Mam ochotę wydłubać Amelii oczy, ale wiem, że to nie jej wina. Wiadomo, że głosowanie było od początku ustawione. Organizatorzy chcieli, żeby na arenie powalczyło rodzeństwo zwycięscy z ubiegłego roku. Widzę przerażoną twarz Tom'a, który jest już prawie na schodach. Wtedy słyszę:
-Zgłaszam się na ochotnika!
Odszukuję wzrokiem śmiałka, ale i tak wiem kto to jest. Wszędzie rozpoznałabym ten głos. Z nim spędzałam każdą wolną chwilę. Zakochałam sie w nim, jesteśmy razem od 2 lat. To Mike Crawfoard.
-Nie martw się,w szystko będzie dobrze-pocieszam brata.
-Ale jeżeli mnie wylosują, ja prawie nic nie umiem.
W pierwszym, drugim i czwartym dystrykcie trybuci od 12 roku życia są przygotowyani do igrzysk. Jest to zabronione, ale Kapitol doskonale wie, że sie szkolimy, ale nic z tym nie robi. Mój brat ma dopiero 12 lat i nie zdąrzył nauczyć się jeszcze zbyt wilelu rzeczy. Chcę mu jeszcze powiedzieć, że na pewno będzie dobrze, ale wtedy słyszę gong, wzywający na plac.
Mama przytula nas, całuje w czoło i wychodzimy z domu. Na plac idziemy około 5 minut.
Podchodzę do strażniczki pokoju, która nakuwa mi palec.
-Następna-słyszę.
Podchodzę do grupki dziewczyn w moim wieku. Staję obok mojej jedynej przyjaciółki-Ashley. Ashley jest wysoka, ma brązowe krótkie włosy i piękne, duże, niebieskie oczy. Kiwamy sobie głową i łapiemy sie za ręcę.
Chwilę póżniej na scenę wchodzi burmistrz, Mags i Jack oraz opiekunka naszego dystryktu-Amelia.
-Witam wszystkich na 53 dożynkach. Czas, abyśmy wybrali dwójkę trybutów, którzy będą mieli zaszczyt reprezentować dystrykt 4 w tegorocznych igrzyskach. Zaczniemy od pań-oświadcza podekscytowanym głosem Amelia.
Zanurza rękę w szklanej kuli z nazwiskami dziewcząt. Po chwili trzyma w ręku jedną małą, białą karteczkę. Podchodzi do mikrofonu.
-Trybutką w 53 głodowych igrzyskach zostaje...Lena Scotch!
Czuję jak krew odpywa mi z głowy. Wylosowali mnie. Szybko jednak zmieniam moją twarz w kamienną maskę, nie mogą widzieć, że się boję. Ruszam na scenę. Wzrokiem odszukuję mamę, która wygląda jakby miała się zaraz rozpłakać. Szczerze mówiąc ja też jestem bliska płaczu.
Nawet nie zauwarzyłam jak Amelia oznajmia, że pora na chłopców. Podchodzi do mikrofonu i czyta:
-Tom Scotch!
Nie! To nie może byc prawda. Mam ochotę wydłubać Amelii oczy, ale wiem, że to nie jej wina. Wiadomo, że głosowanie było od początku ustawione. Organizatorzy chcieli, żeby na arenie powalczyło rodzeństwo zwycięscy z ubiegłego roku. Widzę przerażoną twarz Tom'a, który jest już prawie na schodach. Wtedy słyszę:
-Zgłaszam się na ochotnika!
Odszukuję wzrokiem śmiałka, ale i tak wiem kto to jest. Wszędzie rozpoznałabym ten głos. Z nim spędzałam każdą wolną chwilę. Zakochałam sie w nim, jesteśmy razem od 2 lat. To Mike Crawfoard.
poniedziałek, 13 maja 2013
Prolog
Nazywam się Lena Scotch, mam 15 lat i mieszkam w 4 dystrykcie wraz z mamą i dwoma braćmi. Starszy-Jack oraz młodszy-Tom. Nasz tata umarł jak miałam 5 lat, zmarł na morzu. Mama i Tom pracują w małym sklepiku z ubraniami, Jack kiedys łowił ryby, które ja sprzedawałam na czarnym rynku, ale teraz kiedy osiągnął wiek pełnoletności nie ma czasu. Rok temu nasze zycie bardzo się zmieniło. Na dożynkach wylosowano mojego starszego brata. Udało mu się, zwyciężył. Wszyscy bardzo sie cieszyliśmy, ale dzisiaj znowu będą dożynki. Często na igrzyska losowane zostają dzieci lub rodzeństwo zwycięzców. Zdarz to sie tak często, że wszyscy mówia, iż losowanie jest zaplanowane od początku. Mam sie czego obawiać, jeżeli mnie wylosują szanse, że wróce są małe. Umiem posługiwać sie trójzębem i nożami, ale daleko mi do zawodawców z 1 i 2 dystryktu. Teraz mieszkamy w w wiosce zwycięzców, nasz dom jest ogromny. Jak do dotąd dystrykt doliczył sie 2 triumfatorów: Mags oraz Jacka. W tym roku odbędą się 53 Głodowe Igrzyska, podczas których zginą 23 osoby, a jedno wróci do domu. Tom panicznie boi sie dożynek, to będą jego drugie, boi się, że umrze. W czwartym dystrykcie panuje głód, ludzie umieraja od chorób lub z powodu pustego brzucha. Teraz nam nie brakuje jedzenia, ale dawniej kiedy mieszkaliśmy w małym domku, to ja i Jack zdobywaliśmy jedzenie. Mama opowiadała mi, że straciła siostre w igrzyskach. Była bliska zwycięstwa, ale podczas uczty nóż wbił jej sie w głowe.
Od kąd sięgam pamięciom śnia mi sie koszmary. Niegdys były związene tylko z ojcem, potem dołączyął do nich zmarła ciotka, a potem mój starszy brat.
Od kąd sięgam pamięciom śnia mi sie koszmary. Niegdys były związene tylko z ojcem, potem dołączyął do nich zmarła ciotka, a potem mój starszy brat.
Subskrybuj:
Posty (Atom)