niedziela, 19 maja 2013

Rozdział I

Budzi mnie śpiew ptaków za okenm. Niechętnie wstaję z łóżka. Biore szybki prysznic, ubieram się i idę na plażę. Mam ze sobą trójząb mojego ojca. Dziś odbędą sie dożynki, aby nie zadręczać sie tym, co zdarzy się za kilka godzin, postanawiam połowić trochę ryb. Po 2 godzinach mam ich aż 7. Zadowalona wracam do odmu. W drzwiach wita mnie zdenerwowana matka. No tak, zapomniałam jej powiedziec, że idę na plażę. Każe mi się umyć i przebrać na dożynki. Gdy jestem już po kąpieli, na łóżku w moim pokoju leży piekna sukienka sięgająca mi do kolan. Jest w odcieniu jasnego różu, a na dole ma śliczne falbanki. Zakładam ją. Moje czarne jak węgiel włosy, sięgające mi za piersi spinam w koński ogon. Kiedy wchodzę do kuchni, widzę ładnie ubranego Tom'a. Jest strasznie spanikowany. 
-Nie martw się,w szystko będzie dobrze-pocieszam brata.
-Ale jeżeli mnie wylosują, ja prawie nic nie umiem.
W pierwszym, drugim i czwartym dystrykcie trybuci od 12 roku życia są przygotowyani do igrzysk. Jest to zabronione, ale Kapitol doskonale wie, że sie szkolimy, ale nic z tym nie robi. Mój brat ma dopiero 12 lat i nie zdąrzył nauczyć się jeszcze zbyt wilelu rzeczy. Chcę mu jeszcze powiedzieć, że na pewno będzie dobrze, ale wtedy słyszę gong, wzywający na plac. 
Mama przytula nas, całuje w czoło i wychodzimy z domu. Na plac idziemy około 5 minut. 
Podchodzę do strażniczki pokoju, która nakuwa mi palec.
-Następna-słyszę.
Podchodzę do grupki dziewczyn w moim wieku. Staję obok mojej jedynej przyjaciółki-Ashley. Ashley jest wysoka, ma brązowe krótkie włosy i piękne, duże, niebieskie oczy. Kiwamy sobie głową i łapiemy sie za ręcę. 
Chwilę póżniej na scenę wchodzi burmistrz, Mags i Jack oraz opiekunka naszego dystryktu-Amelia. 
-Witam wszystkich na 53 dożynkach. Czas, abyśmy wybrali dwójkę trybutów, którzy będą mieli zaszczyt reprezentować dystrykt 4 w tegorocznych igrzyskach. Zaczniemy od pań-oświadcza podekscytowanym głosem Amelia.
Zanurza rękę w szklanej kuli z nazwiskami dziewcząt. Po chwili trzyma w ręku jedną małą, białą karteczkę. Podchodzi do mikrofonu.
-Trybutką w 53 głodowych igrzyskach zostaje...Lena Scotch!
Czuję jak krew odpywa mi z głowy. Wylosowali mnie. Szybko jednak zmieniam moją twarz w kamienną maskę, nie mogą widzieć, że się boję. Ruszam na scenę. Wzrokiem odszukuję mamę, która wygląda jakby miała się zaraz rozpłakać. Szczerze mówiąc ja też jestem bliska płaczu.
Nawet nie zauwarzyłam jak Amelia oznajmia, że pora na chłopców. Podchodzi do mikrofonu i czyta:
-Tom Scotch!
Nie! To nie może byc prawda. Mam ochotę wydłubać Amelii oczy, ale wiem, że to nie jej wina. Wiadomo, że głosowanie było od początku ustawione. Organizatorzy chcieli, żeby na arenie powalczyło rodzeństwo zwycięscy z ubiegłego roku. Widzę przerażoną twarz Tom'a, który jest już prawie na schodach. Wtedy słyszę:
-Zgłaszam się na ochotnika!
Odszukuję wzrokiem śmiałka, ale i tak wiem kto to jest. Wszędzie rozpoznałabym ten głos. Z nim spędzałam każdą wolną chwilę. Zakochałam sie w nim, jesteśmy razem od 2 lat. To Mike Crawfoard.

1 komentarz:

  1. O rany kocham, kocham i jeszcze raz kocham. Proszę pisz dalej to jest cudowne!!!! :))))

    OdpowiedzUsuń