Ludzie wykrzykują nasze imiona, pokazują nas. Są zachwyceni naszym wyglądem i zachowaniem. Kiedy znaleźliśmy się na placu, przestaliśmy się całować, po prostu się objeliśmy. Ludzie przesyłają nam całusy, machają i rzucają różę. Kochają nas. Zwróciliśmy na siebie dużo uwagi poprzez nasz czyn. Widzę swoją twarz na ekranie. Wyglądam olśniewająco. Nie pokazujemy się na ekranie zbyt często, ale w zasadzie publiczność patrzy tylko na nasz rydwan.
Kiedy się zatrzymujemy, prezydent Snow zaczyna wygłaszać swoją mowę. W ogóle go nie słucham, wolę się przyjrzeć pozostałym trybutom. Dzieciaki z dziesiątki przebrane są za świnie, ci z piątki za latarki, świecą się, ale nikt za bardzo nie zwracał na nich uwagi. Jak zwykle trybuci z jedynki wygladają olśniewająco, dzieciaki z dwójki groźnie. Niektórzy mają przestraszone twarze, a inni nie mogą się już doczekać, aż znajdą się na arenie i będą mogli zabijać.
Rydwan rusza, robimy jeszcze jedno okrążenie w okół budynku i znikamy w stajni. Rason i stylistka Mika - Lora chwalą nas, że wypadliśmy świetnie.
- Kostiumy były dobre, ale to co zrobiliście przed wjazdem na plac, przebiło wszystko. Byliście w centrum uwagi, choć osobiście uważam, że za mało czasu pokazywani byliście na ekranie - mówi Lora.
- Świetnie wam poszło, a teraz powinniśmy udać się na nasze piętro - oznajmia Jack.
Wsiadamy do windy, jest w niej 12 przycisków. Nam przypada piętro 4, ponieważ pochodzimy z czwartego dystryktu. Bardzo chciałabym być na 12 piętrze, bo widoki stamtąd na pewno są niezapomniane. Wysiadamy z windy.
- To piętro jest całe do naszej dyspozycji, aż do rozpoczęcia igrzysk - informuje nas Amelia.
Podchodzi do nas awoksa, czyli osoba z uciętym językiem. Prowadzi nas do naszych pokoi.
Znajduję się w dużym pomieszczeniu. Piękne łóżko przykryte miękką kołdrą, łazienka o kremowych kafelkach, wielki prysznic i wiele wolnego miejsca.
Amelia mówiła, że za pół godziny mamy być gotowi na kolacje.
Najpierw zdjemuje kostium i kładę go na łóżku, później udaję się do łazienki i zmywam makijaż z twarzy. Mam jeszcze trochę czasu, więc postanawiam się umyć. W mięciutkim szlafroku udaję się do szafy i wybieram sobie granatową bluzkę i luźne spodnie. Włosy związuje w koka. Chwilę później słyszę wołanie Amelii. Na korytarzu spotykam się z Mikiem. Za ręcę idziemy do jadalni.
Na talerz nakładam sobie rybę i pieczone ziemniaczki, wszystko popijam herbatą.
- Jutro zaczynają się treningi. Radzę wam zaprzyjaźnić się z trybutami z jedynki i dwójki. Pokażcie co umiecie, a sami do was podejdą. Przez 2 nastepne dni cały czas będziecie spędzać na treningach, 3 dnia odbędą się indywidualne pokazy - oznajmia Jack.
- A jeśli zawodowcy do nas nie podejdą? - pyta się Mike.
- Wtedy albo sami do nich podejdziecie, albo będziecie musieli poradzić sobie bez nich na arenie.
Chęć przyłączenia się do zawodowców nie bardzo mi leży, ale wtedy moje i Mika szanse wzrosną. Oczywiście nadejdzie taki czas, kiedy będziemy musieli zerwać sojusz, nie będzie nam wtedy łatwo. Przyjdzie też czas, kiedy ja i Mike będziemy musieli się rozstać na arenie i najprawdopodobniej po tym zdarzeniu już nigdy się nie zobazcymy. Nie! Odganiam od siebie tą myśl, na razie muszę się skupić na treningach, nie wiadomo nawet czy przeżyję pierwszy dzień.
-... i będzie dobrze - kończy Jack
Ech, znowu nie słuchałam, pewnie mówił coś o treningach, muszę nauczyć się słuchać.
- Obejrzyjmy paradę trybutów - proponuje Rason
Potakujemy głową i siadamy przed telewizorem. Przytulam się do Mika i zaczynam oglądać.
Wjeżdża rydwan trybutów z jedynki. Komendatorzy mówią jak są olśniewający, na widok dziewczyny i chłopaka z dwójki, oznajmiają, że wyglądają groźnie i niczego się nie boją. Kiedy na plac wjeżdżamy my i Mike, całujący się, publiczność szaleje. Claudius Templesmith - główny komendator jest oczarowany, zachwyca się widokiem dwóch młodych, zakochanych w sobie ludzi. Wyglądamy wspaniale. Widzę na ekranie, jak wiatr rozwiewa moje i Mika włosy. On jest blondynem i wygląda czarującą. Jest wyższy ode mnie i znacznie silniejszy, w końcu jest starszy o 2 lata. Reszta trybutów wygląda normalnie lub śmiesznie, na przykład trybuci przebrani za świnie.
- Okej, jutro czeka was ciężki dzień, wyśpijcie się i na 11 bądźcie gotowi.
Idę do siebie, aby się umyć i ubrać w piżamę, kiedy jestem gotowa, wymykam się z pokoju i idę do Mika. Jeszcze bierze prysznic, więc postanawiam popatrzeć przez okno. Kapitoliańczycy przechadzają się ulicami, na głowach mają kolorowe włosy lub wymyślne czapki. Czuję jak ktoś łapię mnie za ramiona. To Mike. Kładziemy się do łóżka i wtuleni w siebie próbujemy zasnąć. Ale ja nie chcę zasypiać, bo i tak przyśnią mi się koszmary, a wtedy będę się czuła gorzej niż po nie przespanej nocy.
- Powinnaś się zdrzemnąć - szepcze Mike.
Myślałam, że śpi, pewnie nie zamierza zmrużyć oka puki nie zasnę.
Patrzę na jego brązowe oczy i zastanawiam się ile zostało mi jeszcze dni życia. Tydzień, może mniej. Zaczynam się trząść.
- Hej, spokojnie, będzie dobrze, nie myśl teraz o arenie, ani o niczym innym, pomyśl o miejscu, które jest dla ciebie szczęśliwe - radzi mi Mike.
Wtulam się w niego jeszcze mocniej, czuję się bezpiecznie.
Rada Mika pomaga, bo tej nocy nie śnią mi się trybuci cali we krwi, albo umierający ojciec. Tej nocy śnię o miejscu, w którym zawsze byłam szczęśliwa. O miejscu, w którym poznałam Mika.
Lubię to!!!!
OdpowiedzUsuń