- Gratulacje, bardzo dobrze wam poszło - mówi Rason
- Pomimo, że zdobyliście wysokie wyniki na szkoleniu i jesteście już zawodowcami, to nie macie gwarancji na sponsorów. Dużo będzie zależało od wywiadów. Jutro każde z was spędzi pół dnia z Amelią i pół ze mną. Nauczymy was co mówić i jak dobrze sie zaprezentować. Teraz idźcie już spać - mówi Jack.
Wchodzimy do pokoju Mika. Nie chcę mi się myć, więc postanawiam pójść spać w niebieskiej sukience. Mike przytula mnie i całuje w czoło.
- Dobrze nam poszło, mamy duże szanse - mówi Mike
- Nie musisz tego robić... Chronić mnie na arenie. Pewnie będziesz chciał umrzeć za mnie, ale ja ci nie pozwolę - mówię stanowczo.
- Przecież wiesz, że tylko po to się zgłosiłem - odpowiada Mike.
- Ale ja nie chcę wracać do domu bez ciebie. Jeśli ty umrzesz, to ja też - mówię.
Mike udaje, że tego nie słyszy. Zasypiam.
Budzę się rano, przede mną i Mikiem stoi Amelia.
Budzę się rano, przede mną i Mikiem stoi Amelia.
- Wstawaj Lena, nie mamy dużo czasu. Zaczniesz od zajęć ze mną. A ty Mike też się pośpiesz, w salonie czeka na ciebie Jack - mówi Amelia.
Kobieta chwyta mnie za rękę i prowadzi do pokoju, w którym jest tylko fotel. Każe mi się przebrać w długą suknie, ciągnącą mi się po podłodze i buty na bardzo wysokim obcasie. W tych ubraniach oczywiście będę tylko ćwiczyć, bo na wywiad dostanę inną kreację. Zakłądam długą złotą suknie i czarne buty do zestawu. Od razu wiem, że nie będzie mi w nich łatwo chodzić. Amelia cały czas każe mi się uśmiechać i chodzić z gracją. Po paru godzinach opanowuję juz chodzenia na obcasach, ale nadal nie mogę sobie poradzić z suknią. Czuję się jak bym ciągnęła za sobą ciężarówkę!
- Dobrze. Nie jest, aż tak źle. Mam jednka nadzieję, że Rason przygotuje ci krótszą suknie, bo z tą w ogóle sobie nie radzisz - mówi Amelia.
Przebieram się w normalne wygodne ubranie i zdejmuję buty. Amelia odprowadza mnie do salonu, w którym siedzi Jack i Mike. Amelia zostawia mnie, a zabiera ze sobą Mika.
- Dobrze, Lena zadam ci teraz kilka pytań. Odpowiadaj na nie szczerze - prosi Jack.
Przez następne godziny Jack zadaje mi z tysiąc pytań. Prosił mnie, abym na pytania odpowiadała pewnie i uroczo. Idzie mi lepiej niż na zajęciach z Amelią. Po godzinie 18 daje mi spokój i zwołuje wszystkich na kolację.
Zjadam zupę i rozmyślam o tym co mnie spotka za 2 dni...
- Jutro z samego rana ekipa przygotowawcza się wami zajmie. Wieczorem odbędą się wywiady. Najpierw idzie trybutka z dystryktu, potem chłopak. Idźcie już teraz spać, musicie być wypoczęci - mówi Jack.
Jak co noc idę do pokoju Mika. Zasypiam szybko. Nic mi się nie śni, więc gdy budzę się ranno jestem wypoczęta. Chwilę później otwierają się drzwi.
- Wstawajcie! Czas na przygotowanie was do wywiadów - mówi radośnie Doria.
Ekipa przygotowawcza zabiera mnie do mojego pokoju. Myją mnie, nasmarowują pachnącymi kremami. Zakłądają mi szlafrok i sadzają na krześle. Doria zaczyna robić mi makijaż, Ursia fryzurę, a Toren paznokcie. Po kilku godzinach Doria ozanjmia, że czas abym zobaczyła się z moim stylistą, Rasonem. Przeglądam się w lustrze, mam zrobiony lekki makijaż, a włosy mam spięte w koka. Po bokach zwisa mi lużno kilka kosmyków włosów. Rason wchodzi do pokoju.
- Gotowa, aby sie przebrać? - pyta mnie Rason
- Tak - odpowiadam.
Rason zakłada mi suknie, zapina suwak, a na stopy zakłada czarne buty na obcasie. Podchodzę do lustra. Suknia sięga mi przed kolana, jest w kolorze miętowym. Wyglądam w niej niesamowicie.
- I jak, podoba ci się? - pyta Rason.
- Oczywiście jest wspaniała, dziękuje - mówię.
Wychodzimy z pokoju i podchodzimy do windy, tam stoi Mike ze swoją stylistką. Jest ubrany w biały garnitur, jego kołnierz jest w kolorze mojej sukienki.
- Wy już idźcie, my potem do was dojdziemy - oznajmia Jack.
Wchodzę do windy wraz z Mikiem. Przytula mnie. W milczeniu docieramy do sali, z której wejdziemy na scenę. Stajemy z Mikiem za trybutami z trzeciego dystryktu. Wywiady powinny zacząć się za 5 minut. Słyszę gromki głos Caesar Flickerman. W tym roku mam zielone włosy i usta.
Na scenę wchodzi trybutka z pierwszego dystryktu - Ally. Wyglada pięknie, ubrana jest w lawendową suknie. Potem na scenę wchodzi Hennry, Joe i Beth. Nawet nie zauważam kiedy na scenę wchodzi trybut z trzeciego dystryktu, strażnik pokoju bierze mnie za rękę i prowadzi do korytarza, z którego wyjdę na scenę.
- Panie i panowie, wielki brawa dla Leny Scotch! - zapowiada Ceasar.
Wchodzę na scenę, oglądają mnie wszyscy w Panem. Ciekawe co myślą o mnie mama, Tom i Ashley. Siadam na fotelu koło Ceasara.
- Witam cię Leno. Stresujesz się przed igrzyskami? - pyta mnie Ceasar.
Przypominam sobie, że na pytania mam odpowiadać pewnie.
- Nie, jestem pewna że sobie poradzę - mówię stanowczo.
- Ja też jestem tego pewien, być może spotka cię ten sam los, co twojego brata - mówi Ceasar. - Widzieliśmy na paradzie trybutów, że jakaś silna więź łączy cię z Mikiem Crowoardem, czyż nie? - pyta mnie Ceasar.
- Tak, bardzo go kocham - mówię
Jeszcze nigdy mu tego nie powiedziałam. Publiczność się wzrusza. Dzisiaj po wywiadach będę miała ostatnia szansę, aby powiedzieć Mikowi w prost co do niego czuję.
Z zamyśleń wyrywa mnie brzęczyk, czyli koniec mojego wywiadu. Schodzę ze sceny, a w małym telewizorze widzę Mika siadającego koło Ceasara.
- Witaj Mike. Jak sie czujesz?
- Dobrze, nie jeste źle.
- Przed chwilą na scenie usłuszeliśmy miłosne wyznania Leny. Czy czujesz to samo do niej? - pyta Ceasar.
- Tak, jest dla mnie najważniejsza.
- Czy właśnie dlatego zgłosiłeś się dobrowolnie na igrzyska?
- Tak, bo chcę ją chronić i zrobie wszystko żeby wróćiła do domu.
- A jak sie poznaliście? - pyta Ceasar.
Mike nie może powiedziec prawdę, bo spotkaliśmy sie w miejscu nielegalnym.
- Było to na plaży, w zimę. Nie było wielu osób, tylko sami srażnicy pokoju. Siedziała na piasku i tak się zaczęło - opowiada Mike.
Jest w tym troche prawdy, bo w końcu spotkaliśmy sie na plaży, tylko bez strażników pokju, a ja leżałam, a nie siedziałam na piasku.
Publiczność jest wzruszona, niektórzy nawet płaczą. Mike schodzi ze sceny. Nie zwracam uwagi na resztę wywiadów. Stoję wtulona w Mika. Na koniec wywiadów odśpiewujemy hymn. Maszefuję z Mikime do windy. Dojeżdżamy na 4 piętro. W korytarzu czekają na nas Rason, Lora, Jack i Amelia. Nadszedł czas pożegnań.
- Świetnie mi się wami opiekowało. Będzie dobrze, poradzicie sobie - mówi Amelia. Widzę jak z trudem zatrzymuje łzy. Całuje nas w czoło i odchodzi.
- Słuchajcie, jesteście z zawodowcami. Biegniecie do rogu, łapiecie broń i potrzebne rzeczy, a następnie ruszacie za ofiarą. Rozmawiałem z mentorami waszych sprzymierzeńców. Przed wieczorem macie spotkać sie przy rogu obfitości - daje nam wskazówki Jack.
Następnie Jack życzy powodzenia Mikowi i prosi o chwilę rozmowy ze mną.
- Będzie dobrze siostra, poradzisz sobie. Masz naprawdę duże szansę. Pamiętaj, że masz do kogo wracać - mówi Jack - Powodzenia.
Zastanawiam się czy jeszcze kiedyś zobazcę braci, mamę, przyjaciółkę, plaże, może, dom...
Nie żegnamy się ze stylistami. Ostateczne ,,żegnaj'' powiemy sobie jutro pod areną, gdzie dostaniemy ubranie, w którym wystąpimy na arenie. Idę do pokoju Mika, biorę szybki prysznic i kładę się koło chłopaka.
Próbuję zasnąć, ale nie mogę. Nie dam rady. Ile mi jeszcze zostało godzin życia? Czy jutro o tej porze moje ciało będzie odsyłane do czwartego dystryktu w trumnie.
Muszę zasnąć, potrzebuję snu, od jutra nie będe mogła już spać spokojnie.
- Śpisz? - pytam Mika.
- Nie, nie mogę. Zastanawiam się co nas jutro spotka...
- Mike, ja się strasznie boję - mówiąc to, wtulam się mocniej w Mika.
Teraz jest ta chwila. Teraz powinnam mu powiedzieć, że już od dawna go kocham. Powiedzieć mu to w prost, a nie przed kamerami. To jest moja ostatnia chwila na takie wyznania.
- Mike, bo ja chciałam ci coś powiedzieć. Już od dawna chciałam ci to powiedzieć, ale nie wiedziałam jak.
- Chyba wiem o co ci chodzi - mówi Mike.
- Kocham cię. Kocham cie tak bardzo - mówię Mikowi.
- Ja też bardzo cię kocham, będzie dobrze.
Po tych słowach zasypiam. Powiedziałam Mikowi co czuję, on mi też. Jutro igrzyska, jutro już część trybutów umrze. Niektórych sama zabiję...
- Pobudka! Czas, abyśmy wybrali się do samolotu - mówi Rason.
- Do zobaczenia -mówię do Mika.
- Pa! - odpowiada Mike.
A jeśli już nigdy go nie zobaczę? Nie, nie mogę teraz o tym myśleć. Zobaczę się z Mikiem najpóźniej wieczorem.
Kiedy jesteśmy na pasie startowym widzę tam duży samolot. Ma wiele wejść. Widzę trybutów wchodzących do niego. Niektórzy cali drżą, inni nie mogą się doczekać. Podchodzę do drabinki, która unieruchamia moje ciało. Wciąga mnie ona na pokład. Siadam na krześle z numerem 4. Kobieta podchodzi do mnie ze strzykawką i wbija mi ją w ramię.
- To twój lokalizator - tłumaczy kobieta.
Patrzę przez okno. Widzę jak znikają budynki Kapitolu, a chwilę później okna zaciemniają się. To oznacza, że niedługo dolecimy do areny.
Drabinka spuszcza mnie na dół. Znajduję się pod areną. Strażicy pokoju prowadzą mnie do pokoju, w którym czeka na mnie mój stylista.
Wchodzę do pokokju. Rason podaję mi kurtkę.
- To jest kurtka przystowsowana do deszczowych pogód i będzie ci w niej ciepło - tłumaczy mi Rason.
Piję wodę, jem i obawiam sie tego, co mnie spotka
40 sekund...
Tylko tyle mi zostało. Co mnie spotka. Pustynia, czy może ziemia skuta lodem. Tak bardzo się boję!
19 sekund...
Rason bierze mnie za rękę i prowadzi do szklanego cylindra.
- Powodzenia Leno - mówi Rason.
Wchodzę do cylindra, cała drżę. Zaczynam jechać na górę.
Czuję jak zimne krople odbijają się o moją twarz. Momentalnie zakładma na głowę kaptur i zawiązuję go sznureczkami, aby mi nie spad. Winda, która wysunęła mnie na arenę stoi na ziemi, powoli zmieniającje się w błoto. Broń, plecaki i inne rzeczy rozrzucone w okół rogu obfitości są całę mokre i ubrudzone błotem. Odwracam się i prawie spadam z podestu. Za mną jest przepaść, zapewne taka sama zjaduję się po przdciewnej stornie. Z lewej strony rozciąga się las, natomiast z prawej są kamienie, skały, góra. W tamtym obszarze nie pada deszcz, czyli pewnie kryją się tam inne niebezpieczeństwa. Prawie nic nie wiedzę, bo deszcz jest już teraz ulewą.
Za 30 sekund będziemy mogli zejść z podestów. Szuakm wzrokiem Mika, nie wiedzę go. Za to 2 lub 3 miejsca dalej stoi Hennry, a jeszcze dalej Ally.
10
9
8
7
6
5
4
3
2
1
Słyszę dźwięk gongu. Gnam do rogu ile sił w nogach.
Igrzyska już się rozpoczęły...
Zjadam zupę i rozmyślam o tym co mnie spotka za 2 dni...
- Jutro z samego rana ekipa przygotowawcza się wami zajmie. Wieczorem odbędą się wywiady. Najpierw idzie trybutka z dystryktu, potem chłopak. Idźcie już teraz spać, musicie być wypoczęci - mówi Jack.
Jak co noc idę do pokoju Mika. Zasypiam szybko. Nic mi się nie śni, więc gdy budzę się ranno jestem wypoczęta. Chwilę później otwierają się drzwi.
- Wstawajcie! Czas na przygotowanie was do wywiadów - mówi radośnie Doria.
Ekipa przygotowawcza zabiera mnie do mojego pokoju. Myją mnie, nasmarowują pachnącymi kremami. Zakłądają mi szlafrok i sadzają na krześle. Doria zaczyna robić mi makijaż, Ursia fryzurę, a Toren paznokcie. Po kilku godzinach Doria ozanjmia, że czas abym zobaczyła się z moim stylistą, Rasonem. Przeglądam się w lustrze, mam zrobiony lekki makijaż, a włosy mam spięte w koka. Po bokach zwisa mi lużno kilka kosmyków włosów. Rason wchodzi do pokoju.
- Gotowa, aby sie przebrać? - pyta mnie Rason
- Tak - odpowiadam.
Rason zakłada mi suknie, zapina suwak, a na stopy zakłada czarne buty na obcasie. Podchodzę do lustra. Suknia sięga mi przed kolana, jest w kolorze miętowym. Wyglądam w niej niesamowicie.
- I jak, podoba ci się? - pyta Rason.
- Oczywiście jest wspaniała, dziękuje - mówię.
Wychodzimy z pokoju i podchodzimy do windy, tam stoi Mike ze swoją stylistką. Jest ubrany w biały garnitur, jego kołnierz jest w kolorze mojej sukienki.
- Wy już idźcie, my potem do was dojdziemy - oznajmia Jack.
Wchodzę do windy wraz z Mikiem. Przytula mnie. W milczeniu docieramy do sali, z której wejdziemy na scenę. Stajemy z Mikiem za trybutami z trzeciego dystryktu. Wywiady powinny zacząć się za 5 minut. Słyszę gromki głos Caesar Flickerman. W tym roku mam zielone włosy i usta.
Na scenę wchodzi trybutka z pierwszego dystryktu - Ally. Wyglada pięknie, ubrana jest w lawendową suknie. Potem na scenę wchodzi Hennry, Joe i Beth. Nawet nie zauważam kiedy na scenę wchodzi trybut z trzeciego dystryktu, strażnik pokoju bierze mnie za rękę i prowadzi do korytarza, z którego wyjdę na scenę.
- Panie i panowie, wielki brawa dla Leny Scotch! - zapowiada Ceasar.
Wchodzę na scenę, oglądają mnie wszyscy w Panem. Ciekawe co myślą o mnie mama, Tom i Ashley. Siadam na fotelu koło Ceasara.
- Witam cię Leno. Stresujesz się przed igrzyskami? - pyta mnie Ceasar.
Przypominam sobie, że na pytania mam odpowiadać pewnie.
- Nie, jestem pewna że sobie poradzę - mówię stanowczo.
- Ja też jestem tego pewien, być może spotka cię ten sam los, co twojego brata - mówi Ceasar. - Widzieliśmy na paradzie trybutów, że jakaś silna więź łączy cię z Mikiem Crowoardem, czyż nie? - pyta mnie Ceasar.
- Tak, bardzo go kocham - mówię
Jeszcze nigdy mu tego nie powiedziałam. Publiczność się wzrusza. Dzisiaj po wywiadach będę miała ostatnia szansę, aby powiedzieć Mikowi w prost co do niego czuję.
Z zamyśleń wyrywa mnie brzęczyk, czyli koniec mojego wywiadu. Schodzę ze sceny, a w małym telewizorze widzę Mika siadającego koło Ceasara.
- Witaj Mike. Jak sie czujesz?
- Dobrze, nie jeste źle.
- Przed chwilą na scenie usłuszeliśmy miłosne wyznania Leny. Czy czujesz to samo do niej? - pyta Ceasar.
- Tak, jest dla mnie najważniejsza.
- Czy właśnie dlatego zgłosiłeś się dobrowolnie na igrzyska?
- Tak, bo chcę ją chronić i zrobie wszystko żeby wróćiła do domu.
- A jak sie poznaliście? - pyta Ceasar.
Mike nie może powiedziec prawdę, bo spotkaliśmy sie w miejscu nielegalnym.
- Było to na plaży, w zimę. Nie było wielu osób, tylko sami srażnicy pokoju. Siedziała na piasku i tak się zaczęło - opowiada Mike.
Jest w tym troche prawdy, bo w końcu spotkaliśmy sie na plaży, tylko bez strażników pokju, a ja leżałam, a nie siedziałam na piasku.
Publiczność jest wzruszona, niektórzy nawet płaczą. Mike schodzi ze sceny. Nie zwracam uwagi na resztę wywiadów. Stoję wtulona w Mika. Na koniec wywiadów odśpiewujemy hymn. Maszefuję z Mikime do windy. Dojeżdżamy na 4 piętro. W korytarzu czekają na nas Rason, Lora, Jack i Amelia. Nadszedł czas pożegnań.
- Świetnie mi się wami opiekowało. Będzie dobrze, poradzicie sobie - mówi Amelia. Widzę jak z trudem zatrzymuje łzy. Całuje nas w czoło i odchodzi.
- Słuchajcie, jesteście z zawodowcami. Biegniecie do rogu, łapiecie broń i potrzebne rzeczy, a następnie ruszacie za ofiarą. Rozmawiałem z mentorami waszych sprzymierzeńców. Przed wieczorem macie spotkać sie przy rogu obfitości - daje nam wskazówki Jack.
Następnie Jack życzy powodzenia Mikowi i prosi o chwilę rozmowy ze mną.
- Będzie dobrze siostra, poradzisz sobie. Masz naprawdę duże szansę. Pamiętaj, że masz do kogo wracać - mówi Jack - Powodzenia.
Zastanawiam się czy jeszcze kiedyś zobazcę braci, mamę, przyjaciółkę, plaże, może, dom...
Nie żegnamy się ze stylistami. Ostateczne ,,żegnaj'' powiemy sobie jutro pod areną, gdzie dostaniemy ubranie, w którym wystąpimy na arenie. Idę do pokoju Mika, biorę szybki prysznic i kładę się koło chłopaka.
Próbuję zasnąć, ale nie mogę. Nie dam rady. Ile mi jeszcze zostało godzin życia? Czy jutro o tej porze moje ciało będzie odsyłane do czwartego dystryktu w trumnie.
Muszę zasnąć, potrzebuję snu, od jutra nie będe mogła już spać spokojnie.
- Śpisz? - pytam Mika.
- Nie, nie mogę. Zastanawiam się co nas jutro spotka...
- Mike, ja się strasznie boję - mówiąc to, wtulam się mocniej w Mika.
Teraz jest ta chwila. Teraz powinnam mu powiedzieć, że już od dawna go kocham. Powiedzieć mu to w prost, a nie przed kamerami. To jest moja ostatnia chwila na takie wyznania.
- Mike, bo ja chciałam ci coś powiedzieć. Już od dawna chciałam ci to powiedzieć, ale nie wiedziałam jak.
- Chyba wiem o co ci chodzi - mówi Mike.
- Kocham cię. Kocham cie tak bardzo - mówię Mikowi.
- Ja też bardzo cię kocham, będzie dobrze.
Po tych słowach zasypiam. Powiedziałam Mikowi co czuję, on mi też. Jutro igrzyska, jutro już część trybutów umrze. Niektórych sama zabiję...
- Pobudka! Czas, abyśmy wybrali się do samolotu - mówi Rason.
- Do zobaczenia -mówię do Mika.
- Pa! - odpowiada Mike.
A jeśli już nigdy go nie zobaczę? Nie, nie mogę teraz o tym myśleć. Zobaczę się z Mikiem najpóźniej wieczorem.
Kiedy jesteśmy na pasie startowym widzę tam duży samolot. Ma wiele wejść. Widzę trybutów wchodzących do niego. Niektórzy cali drżą, inni nie mogą się doczekać. Podchodzę do drabinki, która unieruchamia moje ciało. Wciąga mnie ona na pokład. Siadam na krześle z numerem 4. Kobieta podchodzi do mnie ze strzykawką i wbija mi ją w ramię.
- To twój lokalizator - tłumaczy kobieta.
Patrzę przez okno. Widzę jak znikają budynki Kapitolu, a chwilę później okna zaciemniają się. To oznacza, że niedługo dolecimy do areny.
Drabinka spuszcza mnie na dół. Znajduję się pod areną. Strażicy pokoju prowadzą mnie do pokoju, w którym czeka na mnie mój stylista.
Wchodzę do pokokju. Rason podaję mi kurtkę.
- To jest kurtka przystowsowana do deszczowych pogód i będzie ci w niej ciepło - tłumaczy mi Rason.
Piję wodę, jem i obawiam sie tego, co mnie spotka
40 sekund...
Tylko tyle mi zostało. Co mnie spotka. Pustynia, czy może ziemia skuta lodem. Tak bardzo się boję!
19 sekund...
Rason bierze mnie za rękę i prowadzi do szklanego cylindra.
- Powodzenia Leno - mówi Rason.
Wchodzę do cylindra, cała drżę. Zaczynam jechać na górę.
Czuję jak zimne krople odbijają się o moją twarz. Momentalnie zakładma na głowę kaptur i zawiązuję go sznureczkami, aby mi nie spad. Winda, która wysunęła mnie na arenę stoi na ziemi, powoli zmieniającje się w błoto. Broń, plecaki i inne rzeczy rozrzucone w okół rogu obfitości są całę mokre i ubrudzone błotem. Odwracam się i prawie spadam z podestu. Za mną jest przepaść, zapewne taka sama zjaduję się po przdciewnej stornie. Z lewej strony rozciąga się las, natomiast z prawej są kamienie, skały, góra. W tamtym obszarze nie pada deszcz, czyli pewnie kryją się tam inne niebezpieczeństwa. Prawie nic nie wiedzę, bo deszcz jest już teraz ulewą.
Za 30 sekund będziemy mogli zejść z podestów. Szuakm wzrokiem Mika, nie wiedzę go. Za to 2 lub 3 miejsca dalej stoi Hennry, a jeszcze dalej Ally.
10
9
8
7
6
5
4
3
2
1
Słyszę dźwięk gongu. Gnam do rogu ile sił w nogach.
Igrzyska już się rozpoczęły...
Lubię to!!!!
OdpowiedzUsuń