poniedziałek, 27 maja 2013

Rozdział V

Plaża, morze. Kocham to miejsce, tam zawsze byłam szczęśliwa. Kiedy tata umarł, to ja i Jack zostaliśmy żywicielami. Wybieraliśmy sie na taką jedna małą plażę. Wszelkie łowienie ryb na własną korzyść było zakazane i karane śmiercią. Ojciec zanim zmarł zdąrzył nam pokazać sekretne miejsce, o którym wiedzieli nieliczni. Aby się tam dostać trzebabyło przejść przez lasek. Gdy się z niego wychodziło znajdowałeś się na plaży. Potem należało popłynąć w prawo. Po ok. 15 minutach dopływało się do małej wysepki. Kręciło się tam dużo ryb i było płytko, więc miejsce to było wymarzone. 
Pewnego dnia udałam sie tam sama, bez Jack'a. Położyłam się na piasku i myślała. W pewnym momencie usłyszałam szyjeś kroki. Od razu zerwałam się z miejsca. To na pewno strażnik pokoju - myślę - przyszedł by mnie ukarać. 
- Nie powinnaś tu przebywać, mogą cię za to zabić - oznajmił nieznajomy głos.
To nie był strażnik, bo głos brzmiał nastoletnio, ale nie dorosło. Należał do chłopca.
Odwracam się w jego kierunku, był wysoki, miał krótkie blond włosy, a w ręku trzymał noże.
- Tak samo i ciebie - mówię do chłopaka.
- Nazywam się Mike, mam 13 lat i wiem, jak się ukryć, a ty leżąc tutaj, zwracasz na siebie uwagę. A tak w ogóle jak się nazywasz? - pyta mnie Mike.
- Lena - burczę
- Ile masz lat, 12, może tyle ile ja... - rozmyśla na głos chłopak.
- 11 - mówię
- Co tutaj tak w ogóle robisz? Opalsz się? - pyta ze śmiechem
- Nie. Łowię - znowu burczę
- Taa, i co złowiłaś już coś?
Wtedy wyciągam z worka 2 ryby. Chłopak unosi brwi z uznaniem.
- Czym je złowiłaś? - pyta.
- Trójzębem mojego taty. Kiedyś należał do niego - mówię.
Od tamtej chwili codzinnie spotykamy się na tajemniczej plaży. Kiedy nadchodzi czas moich pierwszych dożynek, Mike mnie wspiera. Jest wtedy bardzo wysoki, być może wyższy od tych co mają 18 lat, a ma 14. Kiedy mam 13 lat, a on 15 miedzy nami zaczyna dziać się cos więcej, jest to jakieś wyjątkowe uczucie. Pewnego dnia pływamy razem w morzu, wygłupiamy się i w pewnej chwili nasze wargi stykają się. Czuje się wspaniale. Nigdy nie całowałam chłopaka, ale to co się wtedy czuje jest niesamowite i niezapomniane. Jesteśmy coraz bliżej siebie, wspieramy się przed dożynkami, spędzamy wiele czasu. 


Budzę się rano wyspana i zadowolona. Byłam wtedy taka szczęśliwa, a teraz być może oboje umrzemy...
- Spałaś jak szczęśliwe dziecko. - mówi Mike
- Tak, byłam szczęśliwa. - mówię.
- Co ci się śniło? - pyta.
- Plaża, nasz czwarty dystrykt. To jak cie poznałam. Pamiętam jaki miły dla mnie wtedy byłeś - mówię sarkastycznie.
- No wiesz, położyłaś się na widoku - usprawiedliwia się Mike.
- A tak w ogóle, czemu chciałeś spędzać ze mną czas. Byłam 2 lata młodsza - mówię do Mika.
- Wiesz, mieliśmy takie same zajęcia. Łowiliśmy dla rodzin. Poza tym twój brat był moim kumplem, więc musiałm cie widywać - śmieje się Mike.
- Pewnie w ogóle mnie nie lubiłeś - myślę głośno.
- W ogóle cie wtedy nie znałem. Ale z czasem naprawdę cie polubiłem.
Zastanwaim się jak dzięki Mikowi moje życie sie zmieniło. On sprawiał, że czułam się szczęśliwa i zapominałam o tym, w jakich czasach żyjemy. 
Wstaję i wędruje do swojego pokoju. Biorę szybki prysznic i ubieram się w strój, któy leży na moim łóżku. Jest to granatowy kostium  spycjalnie przygotowany na treningi. Wychodzę z pokoju i kieruję się do jadlani. Tam czeka już na mnie Jack, Amelia i Mike.
Nakładam sobie na talerz grzanki z serem i piję sok. Gdy wszyscy kończymy posiłek Jack zabiera głos.
- Dziś pierwszy trening. Wykorzystajcie czas na ćwiczenia z bronią. Zainteresujcie sobą trybutów z jedynki i dwójki, jeśli dobrze pójdzie to do obiadu powinniście być w sojuszu - oznajmia nam Jack.
Cwilę później podchodzi do nas Amelia z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Czas ruszać do ośrodka treningowego.
Wsiadamy do windy i jedziemy pod ziemię. W sali jest już większość trybutów. Czuję, jak ktoś przykleja mi coś do pleców. Po chwili zauważma, że jest to kartka z numerem mojego dystryktu. Podchodzę z Mikiem do grupki trybutów. Bardzo młoda kobieta o imieniu Atala zaczyna objaśniac nam zasady.
- Możecie kożystać ze wszystkich tutaj rzeczy. Nie wdajecie się w bujki z innymi trynutami. Ćwiczycie z naszymi asystentami. Radzę wam poduczyć sie wszystkich tutaj rzeczy, nawet rozpalania ogniska - Atala kończy i pozwala nam się przemieszczać po sali.
- Od czego zaczniemy? - pyta mnie Mike.
- Może pójdziemy do stanowiska z trózębami? - sugeruję.
Mike się zgadza. Podchodzimy do stanowiska, ale trener od razu widzi, że ta broń nie jest nam obca. Po chwili odchodzi i pozwala nam swobodnie używać trójzębu. Nie mamy z tym najmniejszego problemu. W końcu od kilku lat używamy tego typu broni. Kontem oka zauważam jak trybutka z dwójki nam się przygląda.
Niech zobaczy co umiemy - myślę.
Po kilku chwilach udajemy sie dostanowiska z łukami i uczymy się jak celnie z nich strzelać. Na początku nie idzie mi wspaniale, ale później opanowuję to do prawie perfekcji. Do przerwy na obiad mamy już w większości wszystko opanowane. Jest to na pewno zasługa tego, że od 12 roku życia trenowani byliśmy w domu. 
- Czas na obiad. Zapraszam wszystkich trybutów do jadalni - oznajmia Atala z głośników.
Wszyscy trybuci jedzą w jednym pomieszczeniu. Podchodzę do okienka i biorę swoją porcje jedzenia. Mamy naleśniki z konfiturami. 
- Ej! Mike, Lena, chodźcie, usiądźcie z nami - słyszę głos zawodowca z jedynki.
Idziemy w stronę ich stołu. Chyba nam się udało. Jesteśmy chyba w sojuszu! 
- Nazywam się Hennry - przedstawia się chłopak z jedynki - to jest trybutka z mojego dystryktu - Ally. A to Joe i Beth z dwójki - mówi nam Hennry.
- Ja jestem Mike, a to jest Lena - mówi za mnie Mike.
- Tak, chodzi o to, czy nie chcielibyście być z nami w sojuszu? - proponuje Joe.
- Jasne, czemu nie - mówię.
- Pewnie - dodaje Mike.
Jemy razem obiad, a przez reszte dnia spędzam czas na przemian z Ally, czasem z Beth. Pezy stoisku z nożami jestem z Hennry'm.
- Spółczuję ci - mówi.
- Nierozumiem.
- No wiesz, ty i Mike sie kochacie, a bierzecie udział w igrzysakch razem - mówi. - Kiedy rzucałem razem z nim oszczepem to mówił, że będzie cie chronił i takie tam - oznajmia Hennry.
- Wiem to
Odkładam noże do miski i odchodzę. Nie mam ochpty rozmawiać z nim o tym co się dzieje między mną a Mikiem. Po co on mu się zwierzał?
Jack jest z nas dumny, bo teraz jesteśmy zawodowcami. Drugiego dnia uczymy się rozpalać ognisko i różne inne rzeczy potrzebne do przetrwania. 
Ostatniego dnia ćwiczeń po obiedzie wzywani jesteśmy na indywidualne pokazy. Każdy ma po 15 minut. Najpierw idzie chłopak z dystryktu, a potem dziewczyna. Denerwuje się trochę, ale muszę mysleć pozytywnie, tyle, że jak ostatnio tak pozytywnie myślałam, to chwilę później zostałam wylosowana na igrzyska.
- Mike Crawfoard - oznajmia głos dochodzący z głosników.
- Powodzenia, będzie dobrze - mówię
- Tobie też powodzenia.
Po około 15 minutach zostaje wezwana na salę.
- Lena Scotch - przedstawiam się.

Podchodzę do trójzębów. Rzucam dwoma, ląduja idelanie na środku serca kukły. Zawiązuje kilka węzłów. Rzucam nożami, każdy trafia w cel. Na sam koniec biorę do ręki topór. Ponieważ już każda kukła jest przez mnie nadziana, celuję w dzirę w ścianie. Trafima idealnie.
- Dziękujemy panno Scotch.
Daję symboliczny ukłon i wychodzę.
Kiedy jestem już na naszym pietrze w korytarzu nie ma nikogo, kto chciał by wiedzieć jak mi poszło, więc postanawiam udać się do pokoju. Kąpię się i przebieram w zwiewną niebieską sukienkę. Jestem tak zmęczona, że po chwili zasypiam.
Budzi mnie głośne pukanie do drzwi.
- Och zlituj się Lena, otwieraj. Kolacja, pośpiesz się! - krzyczy Jack.
Wstaję z łóżka i wędruję do jadlani.
- O! Nareszcie - mówi ponuro Jack.
- Przepraszam, byłam strasznie śpiąca.
Nie mam w ogóle apetytu. Jem bułkę z masłem i popijam herbatą. Kiedy reszta kończy posiłek, siadamy przed telewizorem i czekamy na program. 
Później na ekranie pojawia się godło.
Hennry dostaje 10 punktów, a Ally 7, Joe i Beth zdobywają po 8 punktów. Po trybutce z trójki na ekranie pojawia się zdjęcia Mika. Dostaje on...10! To fantastyczny wynik.  Ja chyba za bardzo nie powaliłam organizatorów swoim występem. Oby to był wsoki wynik.
Mój wynik to...

1 komentarz:

  1. No, no bezczelna jesteś.... Jak moglas teraz skończyć, a już mnie tak wciągnęło.... ^^

    OdpowiedzUsuń